Wróciłam na górę, położyłam się na łóżko, wzięłam laptopa, weszłam na tt i napisałam ' najgorszy dzień w życiu ' . Odłożyłam laptopa, wzięłam słuchawki, podłączyłam do telefonu i zaczęłam słuchać smutnych piosenek. Tak, dołowałam się bardziej. Z playlisty leciało wszystko po kolei, usłyszałam piosenkę Justina 'Fall'. Zdołowała mnie totalnie, nie wiem dlaczego, ale czułam że go straciłam.. W trakcie piosenek zasnęłam.
__________
Obudziłam się sama z siebie, spojrzałam na zegarek, była godzina 10. Wstałam, poszłam do łazienki, wzięłam zimny prysznic, ubrałam się, wysuszyłam włosy i zakleiłam ranę. Zeszłam na dół, siedział tam Kacper.
- Gdzie rodzice ? - spytałam.
- W pracy.
- To dziś nie niedziela ? - zdziwiłam się.
- Dziś poniedziałek.
- Co ?! Czemu nie jesteśmy w szkole ? - wytrzeszczyłam oczy.
- Nasza szkoła ma wolne, zapomniałaś ? Po za tym, Ty masz już wolne..
- No tak.. - stuknęłam się w głowę.
- Chcesz coś zjeść ? - spytał.
- Nie, napije się tylko soku. - wzięłam szklankę soku i wróciłam do swojego królestwa.
Postawiłam szklankę na szafce koło łóżka, usiadłam na łóżku, wzięłam laptopa, zalogowałam się na tt. Justin nic nie pisał. Weszłam na różne portale plotkarskie, na szczęście nie było nic ani o mnie, ani o Justinie. Zamknęłam laptopa, wzięłam telefon do ręki i napisałam do Karoliny, aby do mnie wpadła. Za 10 minut była już u mnie w pokoju.
- Co się stało ? - spytała.
- Pokłóciłam się z Justinem,
- Ale kochana to nie pierwszy raz. - uśmiechnęła się.
- Ale teraz to tak poważnie, nie odzywa się, a ja czuję, że go tracę.
- A co poszło ? - popatrzyła.
- O Kamila. Wtedy jak wyszłaś, poszliśmy na lody, Kamil szedł za nami, krok w krok. Justin do zauważył, chciał mu przywalić, powstrzymałam go, potem opowiedziałam mu jak to było na imprezie i odszedł. Siadłam na ławce w parku, Kamil przeszedł koło mnie i powiedział 'mówiłem, że Cię zrani'. - spojrzałam na nią, jej mina mówiła 'co ty mówisz, kpisz ze mnie'
- Serio ? - nie wierzyła.
- Niestety tak.
- To dzwoń do niego dziewczyno, ratuj związek !
- Po co mam dzwonić, jakby chciał to sam by zadzwonił. Jakby mu zależało..
- Słuchaj, ja w tej sprawie Ci nie pomogę. To jest sprawa między wami.
- Masz rację.. - spojrzałam na nią.
- Dobra kochana, trzymaj się. - pocałowała mnie w policzek i wyszła.
Wzięłam telefon do ręki, zadzwonić czy nie? Jakby mu zależało, to by się odezwał. Postanowiłam zadzwonić do Pattie. Wybrałam do niej numer, chciałam spanikować i się rozłączyć, ale musiałam się dowiedzieć co z Justinem.
- Słucham ?
- Tu Majka. Dzień dobry.
- Majka ! Co się stało, że do mnie dzwonisz ?
- Wie pani.. - przerwała mi.
- Nie pani.
- Przepraszam, zapomniałam. To, chciałam spytać czy wiesz, gdzie jest Justin?
- A coś się stało? Pokłóciliście się?
- No tak, tak wyjątkowo ostro..
- Nie było go w domu od wczoraj. Wiem, że pojutrze jedzie na dalszą trasę.
- Dziękuję za informację. - chciałam się rozłączyć.
- Czekaj. - przerwała mi
- Tak ?
- On Cię kocha, ciągle nawija o Tobie. Nie stracisz go.
- Dziękuję. - i wtedy kobieta się rozłączyła.
Zadawałam sobie pytanie - gdzie jest Justin ? To moja wina, tylko moja. Weszłam na internet, trochę poserfowałam, chciałam zapomnieć.. Usłyszałam, że dzwoni mój telefon, była to Pattie. Odebrałam.
- Tak ?
- Właśnie zadzwonił do mnie Justin, jest już w trasie. Spytałam o Ciebie, powiedział, że nie ma czasu i szybko się rozłączył. Dzwoniłam, ale bez skutku.
- Dziękuję za jakie kol wiek informacje.
- Nie ma za co. Nie zawracam Ci już głowy, do widzenia.
- Do widzenia. - kobieta się rozłączyła.
Czuję, że romans, związek z Justinem właśnie się zakończył.. Położyłam się na łóżku, aby się uspokoić, nie miałam siły już płakać. Wzięłam tabletkę nasenną i położyłam się ponownie na łóżku. Zanim zasnęłam minęło około 15 minut. Zasnęłam.
Obudził mnie krzyk dochodzący z dołu. Zbiegłam szybko na dół, widziałam że Kacper trzyma się za nos, z którego kapie krew. A w drzwiach stał.. Kamil.
- Co się stało ? - zbiegłam szybko po schodach, aby pomóc bratu.
- Nic, idź na górę ! - krzyknął Kacper
- I mam Cię zostawić ? Co Ty tu robisz w ogóle ?
- Nie chciał mnie wpuścić do Ciebie, więc dostał po mordzie.
- Co Ty chcesz ode mnie ? - spytałam, jeszcze dość spokojnie
- Mówiłem, że ten laluś Cię zostawi. Miałem racje.
- A co Cię to wszystko obchodzi ? Wtrącasz się w moje życie, jakbym była Twoją siostrą, czy Bóg wie czym ! Wyjdź i zostaw mnie w spokoju ! - wskazałam mu drzwi, ale widziałam że strasznie się zezłościł.
- Widzę skarbię, że jesteś spragniona.. Zaspokoić Cię ? - wtedy osłupiałam.
- Co Ty wygadujesz?
- No co ? - szedł w moją stronę z chytrym uśmieszkiem, a ja szłam tyłem w stronę schodów.
- Wyjdź stąd, proszę Cię. - szczerze to bałam się.
- Nigdzie się nie wybieram.
Wtedy dosłownie rzucił się na mnie, przygniótł mnie do ściany swoim ciężarem.
- Braciszek zobaczy, jak jego siostra traci dziewictwo.
- Zostaw mnie ! - biłam go, ale nic.
- Nic z tego.
Kacper stał lekko osłupiały, ale po chwili zaczął bić się z Kamilem, niestety porównując ich siłę, Kamil mógłby go zgnieść.
- Majka, uciekaj ! - usłyszałam od brata, ale wiedziałam, że strasznie ucierpi.
- Mała nigdzie nie uciekaj.
Wtedy dał Kacprowi w twarz, a on upadł na podłogę, jakby umarł. Stałam jak wryta.
- Kacper !
Zaczęłam iść w stronę Kacpra, ale na drodze stał on - Kamil. Ponownie przygniótł mnie do ściany, zaczął rwać ze mnie koszulkę, a ja nic nie mogłam zrobić. Zostało mi tylko kopać i bić, ale to na darmo. Wtedy niespodziewanie ktoś zaczął nieźle bić Kamila. Tak, to był on, mój wybawca, mój bohater, mój książę - Justin. Można powiedzieć, że on to drobny chłopak, ale jak się zdenerwuje, to nie ma zmiłuj. Kamil oberwał solidnie i uciekł, a raczej został wyrzucony z domu. Kacper się ocknął, pomogłam mu się ogarnąć.
- Wszystko dobrze ? Nic Ci nie zrobił ? - zobaczyłam Justina, który sapie
- Oprócz tego, że porwał moją ulubioną koszulkę, to nic. A Ty.. czekaj. - zbliżyłam się do niego i obmyłam mu ranę, którą miał koło brwi.
- Dzięki.
- Czekaj, zakleję Ci plastrem. - zakleiłem mu ranę.
- Idę do łazienki. - oznajmił mój brat.
- Ja też będę spadał. - Justin szedł w stronę drzwi.
- Czekaj. - pociągnęłam go za rękę, ale szybko ją odepchnął.
- No co ?
- Możesz mi powiedzieć, co się z nami stało ?
Zaniemówił, widać było że nie spodziewał się tego pytania.
- Będę spadał, na razie.
Wyszedł, tak po prostu, bez żadnych wyjaśnień. Nawet nie wiem, po co tu był. Poza tym miał być w trasie.. Postanowiłam pójść do brata, zobaczyć jak się czuje.
- Kacper ? - krzyknęłam, wchodząc na górę.
- Jestem w pokoju. - usłyszałam.
- Jak się czujesz ? - zapytałam, wchodząc do jego pokoju.
- Poturbowany, ale wszystko okej.
- Może podjedziemy do szpitala ? - zaproponowałam.
- Nie, to tylko poobijana twarz.
- Jak chcesz, spadam do pokoju, jak coś to przychodź.
- Okej. - uśmiechnął się, ale widać było, że ten uśmiech go wiele kosztował.
- Dzięki brat.
Uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił. Poszłam do pokoju, znów zaczęłam cholernie tęsknić, cholernie cierpieć i płakać. Nie zdawałam sobie wcześniej sprawy, że tak mocno go kocham. Spojrzałam na zegarek, wskazywał 16.25. Poszłam wziąć prysznic, aby zmyć z siebie brud Kamila. W łazience przebywałam prawie godzinę. Zapomniałam ubrań z pokoju, więc owinęłam się w ręcznik i poszłam do pokoju. Zobaczyłam Justina, który siedzi na łóżku.
- Co Ty tu robisz ? - nie ukrywałam zdziwienia.
- Musimy pogadać.
- Przecież wiem, chciałam z Tobą porozmawiać wcześniej, ale uciekłeś.
- Przepraszam.
- Tylko tyle ? To ma załatwić sprawę ? - między czasie grzebałam w szafie.
- Wiem, że zjebałem. Wiem, przepraszam, ale musiałem to wszystko przemyśleć i zwiałem.
- Twoja mama mówiła, że jesteś w trasie. Czemu skłamałeś ?
- Chciałem, aby dała mi spokój. Poza tym, jutro ruszam w trasę.
- Nie myśl sobie, że od tak Ci wybaczę. Cholernie się nacierpiałam przez ten czas. - wygrzebałam z szafy leginsy i koszulkę.
- Rozumiem Cię, ja też cierpiałem.
- Dobra, dobra, a teraz przepraszam, idę się ubrać. - poszłam do łazienki, wbiłam się w ubrania, wysuszyłam włosy i upięłam je w koka. Wyszłam do pokoju, byłam pewnie, że go tam nie ma.
- Kochanie.. - wstał i zaczął mówić.
- Teraz kochanie ? A wcześniej brak jakich kol wiek oznak życia.
- Strasznie Cię przepraszam, ale moja zazdrość.. A z resztą co mi tam. - machnął ręką i zaczął mnie namiętnie całować.
- Ej ! - odepchnęłam go od siebie.
- No co ? - odezwał się z bul wersem.
- Pocałunek nic tu nie zdziała.
- To co mam zrobić ? - rozłożył ręce.
- Pomyśl. Wywinąłeś mi okropne świństwo, teraz postaraj się, aby to odkręcić.
- Kochanie, wiem, że źle zrobiłem, ale nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Każda chwila bez Ciebie, to cholerna pustka w moim życiu. Kurde, no po prosu Cię kocham.
- O to mi chodziło. - rzuciłam się na niego i mocno go przytuliłam.
- Tęskniłem za tym. - pocałował mnie w czoło.
- Ja też.
- Słuchaj, a co Kamil robił tu dziś ? - usiadł na łóżko.
- Wiesz, sama chciałabym wiedzieć.
- Ale nic Ci nie zrobił ?
- Prócz tego, że porwał moją ulubioną koszulkę to nie. - uśmiechnęłam się.
- Kacper oberwał, muszę chłopaka nauczyć się bronić.
- To taka chudzinka, nawet ja mogłabym mu dokopać. - zaśmiałam się.
- Stanął w Twojej obronie, nawet mu nie podziękowałem, że obronił taki diament. - pocałował mnie w czoło.
- W sumie... W sumie, to mnie nie obronił, tylko próbował mnie bronić.
- Ale nagle kto się pojawił ? Taki bandzior, wytatuowany, napakowany, szkoda, że nie łysy.
- Oj kochanie, co Ty bredzisz.
- Opowiadaj co tam się wydarzyło jak mnie nie było? - wziął mnie za rękę i splótł nasze palce.
- No co, tęsknota, ból, cierpienie, smutek..
- No przepraszam kochanie.
- Nie no okej, wszystko dobrze. - uśmiechnęłam się, ale sztucznie.
- Poczekaj, pójdę do Kacpra.
- Czekam.
Justin wyszedł, a ja siedziałam i czekałam na niego. Nagle wpadł z krzykiem.
- Musimy jechać do szpitala z Kacprem, ciągle krwawi z łuku brwiowego, ma strasznie duże rozcięcie. Trzeba to zszyć. Chodź.
Wszyscy wyszliśmy z domu, ja wychodząc ostatnia zamknęłam dom na klucz. Gdy dojechaliśmy do szpitala Kacper został zaraz zabrany na oddział. Niestety nas tam nie wpuścili. Wraz z Justinem usiedliśmy na krzesłach w poczekalni i czekaliśmy. Do oczu zaczęły napływać mi łzy. Miałam dosyć tego wszystkiego, a to wszystko przez Kamila. Otarłam łzy, nie chciałam, aby Justin zobaczył. Ciągle czekaliśmy, kiedy z jednej sali wyszedł Kamil. Miałam go dosyć, miałam ochotę rzucić się na niego z pięściami, wykrzyczeć mu, co o nim myślę. Ale tylko popatrzył na nas i odszedł. Chciałam go widzieć już ostatni raz. Oparłam się o ramię Justina, milczącego Justina.
- Justin, kochanie jesteś tu obecny? - zapytałam.
- Oczywiście, tylko się zamyśliłem.
- A o czym? - uniosłam wzrok i spojrzałam na niego.
- O naszej przyszłości.
- Ooo. Planujesz ją?
- Tak, ktoś musi.
- Kocham Cię. - pocałowałam go.
- Ja Ciebie też. - odwzajemnił pocałunek.
Z sali wyszedł Kacper, cały zaklejony.
- Oj braciszku, coś Ty narobił. - uśmiechnęłam się.
- To przez Ciebie. - wyszczerzył zęby.
- Tak, tak, zwal winę na mnie. - zaśmiałam się.
- Wracamy do domy, chodźcie.
Wróciliśmy do domu zmęczeni. Czekali na nas rodzice, musieliśmy im wytłumaczyć co się stało. Wraz z Justinem poszliśmy na górę do mojego pokoju. Usiedliśmy na łóżko.
- To.. To kiedy wyjeżdżasz w trasę? - przerwałam ciszę.
- Jutro.. Kurde. - przeczesał włosy swoją ręką.
- Co?
- Spieprzyłem, nie miałem nawet jak z tobą pobyć. - spojrzał na mnie.
- Wiesz.. - zająknęłam się.
- Nie, nic nie mów.
- Skoro tak chcesz. - wzruszyłam ramionami.
Położyliśmy się na łóżku, oboje przeżyliśmy męczący dzień.
- Majka ! - po chwili usłyszałam głos mamy z dołu.
- Co znowu? - krzyknęłam.
- Chodź, zejdź.
- Zaraz wracam. - zwlekłam się z łóżka.
Poszłam na dół, ale to co zobaczyłam na dole to mnie zszokowało. Kamil z bukietem róż.
- Nie, nie to jakiś żart. - pokręciłam głową.
- To ja was zostawię, pójdę do sklepu. - oznajmiła mama.
- Majeczko, przepraszam. - podszedł do mnie.
- Nie dotykaj mnie ! - krzyknęłam.
- To wszystko przez to, że się w tobie zakochałem.
- Nie chcę tego słuchać. Wyjdź ! - wtedy słyszałam kroki schodzące z góry.
- Posłuchaj mnie. - błagał mnie.
- Lepiej wyjdź, zanim Justin tu przyjdzie.
- Co tu się dzieje? - odwróciłam się, na szczęście był to Kacper.
- Mało co ci obitej mordy?
- Właśnie dlatego nie chcę z tobą rozmawiać. - pokazałam mu palcem drzwi.
- Ten laluś też tu jest? - rozglądnął się w okół.
- Co cię to obchodzi? - zaczęłam machać rękoma.
- Panie Bieber, właśnie dymam pańską laskę ! - zaczął się drzeć.
No i wtedy się zaczęło, powtórka. Z góry zszedł Justin. Jego mina, ouh nie da się jej opisać.
- Już cie tu nie ma. - z góry oznajmił Justin.
- Ale ciągle tu jestem.
- Lepiej cwaniaczku idź. - Justin objął mnie ramieniem.
- To co powtórka? Zobaczymy, czy teraz będziesz miał taką śliczną buźkę.
- Wyjdź w końcu ! - krzyknęłam, miałam go dosyć.
- Robię to tylko dla ciebie mała. Pamiętaj co ci powiedziałem. Pa. - puścił mi oczko i wyszedł.
- W końcu ! - tupnęłam nogą o podłogę.
- Co on ci powiedział? - Justin spojrzał na mnie wzrokiem zazdrośnika.
- Że się we mnie zakochał.
- Zabije sukinsyna. - wyszedł.
- Kacper zrób coś !
Sama wybiegałam za Justinem. Chyba tylko ja mogłam go powstrzymać.
- Justin ! - zaczęłam krzyczeć, aby stanął.
- Zabije go.
- Zostaw go.
Dogoniłam go, złapałam za rękę.
- Zostaw go, nie warto. Ja do niego nic nie czuję, nienawidzę go, więc go nie zaczepiaj. Przejdzie mu. Patrzyłam na niego błaganym wzrokiem.
- Proszę. - wszeptałam.
Nic nie powiedział, tylko mnie mocno przytulił.
- Obiecaj, że jak mnie tu nie będzie, nie będziesz się z nim widywać.
- Nie mam takiego zamiaru, chodźmy.
Wróciliśmy do domu, było już dość późno.
- Może już pójdę. - powiedział, wychodząc już z pokoju.
- Zostań na noc, proszę.
- Mogę? - zapytał, ale po chwili zaczął się śmiać.
- Chodź wariacie. - poklepałam miejsce obok siebie.
_________________
Przepraszam, za tą bardzo długą przerwę.
10 komentarzy - następny rozdział.
poniedziałek, 14 lipca 2014
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Rozdział XII
- Wyjedziesz za mnie kochanie? - Justin spojrzał na mnie.
- Justin jesteś pijany, nie bredź.
- Dobrze, dobrze. - pocałował mnie.
Godzina 3 nad ranem, wróciliśmy do domu, położyliśmy się spać. Osiemnastka była wspaniała, a to dzięki wspaniałym osobom.
______________________________
Obudził mnie SMS. Wzięłam do ręki telefon, zobaczyłam: Justin <3
- Wstałaś już księżniczko? - odczytałam.
- Obudziłeś mnie jak zawsze. <3 - odpisałam.
Spojrzałam na zegarek, była 12. Przewróciłam się na drugi bok, zamknęłam oczy, widziałam przed oczyma płaczącą Selenę. Usłyszałam pukanie do moich drzwi.
- Pewnie mama chcę żebym wstała. - pomyślałam. - tak? - powiedziałam.
W drzwiach stanął Justin.
- Dzień dobry moja królewno. - usiadł na łóżku i obdarował mnie soczystym buziakiem.
- No witam poranny ptaszku. - walnęłam go poduszką.
- Stęskniłem się.
- I mnie obudziłeś. - ponownie uderzyłam go poduszką
- No bo ile można spać? - rozłożył ręce
- Lubię długo spać.
- Będę wiedział na przyszłość, ja będę wychodził do studia, a Ty będziesz spała. - uśmiechnął się.
- Marz, marz. - zaśmiałam się
- Kac jest ? - spytał.
- Wypiłam chyba tylko z kieliszek, to ja powinnam Ciebie o to spytać. - pstryknęłam go w nos.
- No troszkę suszy. - skrzywił się
- Byłeś dość pijany, pytałeś czy wyjdę za Ciebie. - złapałam go za rękę i pociągnęłam go na łóżko.
- Wiesz, że ludzie po pijaku gadają prawdę ? - spojrzał mi w oczy.
- Wiesz, że jestem młoda. - uśmiechnęłam się
- Przesadzasz.
- Nie, nie przesadzam.
- Gdzie Twój braciszek ? - spytał.
- A co nagle zaczęli interesować Cię chłopcy? - podniosłam brew do góry.
- Wiesz, że nikt nie jest tak piękniejszy od Ciebie. - zagryzł wargę.
- Ach, jak słodko wyglądasz jak zagryzasz wargę. - pocałowałam go.
- Wszystkie laski moje. - zaśmiał się.
- No, no kochasiu nie przesadzaj. - pogroziłam mu palcem.
- To gdzie Kacper ?
- Pewnie u siebie w pokoju. - wygoniłam Justina.
Przez ten czas się ogarnęłam. Nałożyłam na siebie sukienkę, którą dostałam od Pattie. Usłyszałam pukanie do drzwi i szybko zleciałam na dół i otworzyłam drzwi. Była to Karolina.
- Cześć kochana. - pocałowałam ją w policzek.
- Cześć, cześć. - odparła
- Wejdź. - zaprosiłam ją do środka i od razu poszliśmy do pokoju.
- No więc jak tam po imprezie? - spytała mnie Karolina podnosząc jedną brew do góry
- Wszyscy żyją, to jest plus. - zaśmiałam się
- A jak tam pan Bieber ? Coś ten, ten w nocy ?
- Dobrze wiesz, że on mieszka gdzie indziej. - szturchnęłam ją.
- Bo wiesz, chciałabym już być ciocią czy coś.
I wtedy wpadł Justin.
- Kochanie mam ochotę na małe.... - zobaczył wtedy Karolkę
- Cześć Bieber ! - pomachała mu ręką.
- No... cześć. - zawstydził się.
- Dobra, spadam bo muszę dziś do dziadków skoczyć.
- Tak szybko ? - spytałam.
- Tak, tak. Pa kochana, cześć Jus. - pocałowała mnie w policzek i wyszła.
- Spłoszyłeś mi koleżankę ! - mówiłam z powagą, po czym wpadłam w śmiech.
- Oj, oj. - zaczął mnie całować.
- Justin ! - walnęłam go w plecy.
- Musimy się pożegnać. - całował mnie nadal.
- Co? - spojrzałam na niego.
- Za kilka dni wyjeżdżam na dalszą trasę.
- Rozumiem. - posmutniałam.
- Zawsze możesz jechać ze mną.
- Wiesz, że nie mogę. - pokręciłam głową
- Nim się obejrzysz będę z powrotem. - pocałował mnie w czoło.
- Jak będą wakacje to jadę z Tobą. - uśmiechnęłam się.
- Czekałem, aż to powiesz.
- Może gdzieś wyjdziemy ? - zaproponowałam.
- Okej, lody ?
- Jasne, tylko trochę się ogarnę, czekaj. - puściłam mu oczko otwierając drzwi do łazienki.
Zrobiłam sobie delikatny makijaż, rozpuściłam włosy i delikatnie je wyprostowałam.
- Możemy iść. - oznajmiłam wychodząc z łazienki i pakując szybko do malutkiej torebeczki najpotrzebniejsze rzeczy.
- Chodźmy. - wyciągnął rękę w moją stronę, złapałam go i splotłam palce po czym wyszliśmy.
- Co mi powiesz ? - spojrzał na mnie.
- Nic ciekawego. - wystawiłam do niego język.
Szliśmy w ciszy, po chwili zorientowałam się że z tyłu idzie Kamil. Pociągnęłam Justina, aby szedł szybciej. Dotarliśmy na lody, on ciągle był za nami.
- Usiądź ja zamówię. - uśmiechnęłam się.
- Dwa razy waniliowe. - wyciągnęłam z torebki portfel, zapłaciłam, wzięłam lody i wróciłam do Justina.
- Proszę. - podałam mu, po czym usiadłam obok niego.
- Zaraz oddam Ci pieniądze. - zaczął szukać po kieszeniach.
- Przestań. Potraktuj to jako mały prezent. - zaśmiałam się.
- Dobrze, dobrze. - siedzieliśmy jedząc w ciszy.
- Wiesz, czuje się tak jak wtedy gdy pierwszy raz poszliśmy na spacer.. - uśmiechnęłam się.
- Pamiętam, wtedy byłem pewny, że się w Tobie zakochałem. - gryzł już wafel.
- To szybko się zakochujesz. - oblizałam wargi, kończąc powoli loda.
- Jakoś poczułem, że jesteś tą jedyną. Nadal to czuję. - przybliżył się do mnie i mnie pocałował.
Kamil siedział na przeciwko nas. Przytuliłam się do Justina.
- To Kamil ? - szepnął Justin.
- Tak. - odpowiedziałam drżącym głosem.
- Co on do cholery chce?! - wstał, ale szybko go popchałam z powrotem na ławkę.
- Chodźmy do parku. - wstaliśmy, złapałam mojego chłopaka za rękę i poszliśmy w stronę parku.
Szliśmy w ciszy, on ciągle był za nami. Ciszę przerwał Jus.
- Powiedz proszę, ale szczerze... Łączyło Cię z nim coś kiedyś ?
- Wtedy co miałeś wypadek.. Poszłam do kumpeli na imprezę, jakoś tak się z nim związałam, upiłam się no i obudziłam się obok niego rano, pomyślał sobie coś.. - spojrzałam na niego.
- Yhm. - mruknął
- Proszę Cię, nie złość się.. - widziałam po jego oczach, że jest zły.
- Nie jestem zły..
- Nie kłam, proszę. - szepnęłam.
Nie odezwał się, tylko puścił moją rękę i poszedł na przód. Usiadłam na ławce i zaczęłam płakać. Zobaczyłam Kamila, który zbliża się do mnie.
- Mówiłam, że Cię zrani. - powiedział przechodząc obok mnie.
Załamał mnie bardziej. Zaczęłam płakać, a Justina już prawie nie widziałam. Posiedziałam na ławce, popłakałam i po około 15 minutach wstałam i wróciłam do domu.
- Cześć mamo. - krzyknęłam.
Poszłam do kuchni, napiłam się wody, na stole leżała kartka " Pojechaliśmy do babci, Kacper jest w pokoju, obiad macie w lodówce. Mama " No tak, wszyscy mnie zostawili, z resztą jak zawsze. Poszłam na górę, położyłam się na łóżku i znów zaczęłam płakać. Justin zaraz wyjeżdża, chciałam z nim spędzić te ostatnie chwile.. Wzięłam telefon do ręki, wybrałam numer Justina, ale rozłączył się po dwóch sygnałach. Wstałam z łóżka, wytarłam oczy, poszłam do Kacpra do pokoju i zapukałam.
- Mogę ? - spytałam.
- Proszę. - weszłam do pokoju.
- Chcesz zjeść ?
- No tak.
- To chodź do kuchni.
Poszłam do kuchni, wyciągnęłam sałatkę z lodówki, i wyciągnęłam talerze z szafki. Wtedy je upuściłam, spadły na płytki i rozbiły się w drobny mak. Zaczęłam płakać, schyliłam się, aby pozbierać szkło, wtedy się skaleczyłam i to porządnie.
- Co Ty wyprawiasz?! - usłyszałam głos Kacpra.
- Wyciąg apteczkę z szafki.
- Czego płaczesz? - spojrzał na mnie.
- Daj wodę utlenioną.
- Odpowiedz na pytanie. - wyrwałam mu z ręki wodę i polałam po ranie.
- Podaj mi bandaż.
- Ku..wa, odpowiesz mi na pytanie ?
- Zostaw mnie. - podał mi bandaż, a ja owinęłam rękę.
- Jeśli możesz to pozmiataj.
Ponownie wzięłam z szafki talerze i postawiłam na szafce. Nałożyłam sałatkę na talerze i postawiłam na stole. Zjedliśmy, a naczynia ostawiłam do zmywarki. Wróciłam na górę, położyłam się na łóżko, wzięłam laptopa, weszłam na tt i napisałam ' najgorszy dzień w życiu ' . Odłożyłam laptopa, wzięłam słuchawki, podłączyłam do telefonu i zaczęłam słuchać smutnych piosenek. Tak, dołowałam się bardziej. Z playlisty leciało wszystko po kolei, usłyszałam piosenkę Justina 'Fall'. Zdołowała mnie totalnie, nie wiem dlaczego, ale czułam że go straciłam.. W trakcie piosenek zasnęłam.
__________
10 komentarzy - następny rozdział.
- Justin jesteś pijany, nie bredź.
- Dobrze, dobrze. - pocałował mnie.
Godzina 3 nad ranem, wróciliśmy do domu, położyliśmy się spać. Osiemnastka była wspaniała, a to dzięki wspaniałym osobom.
______________________________
Obudził mnie SMS. Wzięłam do ręki telefon, zobaczyłam: Justin <3
- Wstałaś już księżniczko? - odczytałam.
- Obudziłeś mnie jak zawsze. <3 - odpisałam.
Spojrzałam na zegarek, była 12. Przewróciłam się na drugi bok, zamknęłam oczy, widziałam przed oczyma płaczącą Selenę. Usłyszałam pukanie do moich drzwi.
- Pewnie mama chcę żebym wstała. - pomyślałam. - tak? - powiedziałam.
W drzwiach stanął Justin.
- Dzień dobry moja królewno. - usiadł na łóżku i obdarował mnie soczystym buziakiem.
- No witam poranny ptaszku. - walnęłam go poduszką.
- Stęskniłem się.
- I mnie obudziłeś. - ponownie uderzyłam go poduszką
- No bo ile można spać? - rozłożył ręce
- Lubię długo spać.
- Będę wiedział na przyszłość, ja będę wychodził do studia, a Ty będziesz spała. - uśmiechnął się.
- Marz, marz. - zaśmiałam się
- Kac jest ? - spytał.
- Wypiłam chyba tylko z kieliszek, to ja powinnam Ciebie o to spytać. - pstryknęłam go w nos.
- No troszkę suszy. - skrzywił się
- Byłeś dość pijany, pytałeś czy wyjdę za Ciebie. - złapałam go za rękę i pociągnęłam go na łóżko.
- Wiesz, że ludzie po pijaku gadają prawdę ? - spojrzał mi w oczy.
- Wiesz, że jestem młoda. - uśmiechnęłam się
- Przesadzasz.
- Nie, nie przesadzam.
- Gdzie Twój braciszek ? - spytał.
- A co nagle zaczęli interesować Cię chłopcy? - podniosłam brew do góry.
- Wiesz, że nikt nie jest tak piękniejszy od Ciebie. - zagryzł wargę.
- Ach, jak słodko wyglądasz jak zagryzasz wargę. - pocałowałam go.
- Wszystkie laski moje. - zaśmiał się.
- No, no kochasiu nie przesadzaj. - pogroziłam mu palcem.
- To gdzie Kacper ?
- Pewnie u siebie w pokoju. - wygoniłam Justina.
Przez ten czas się ogarnęłam. Nałożyłam na siebie sukienkę, którą dostałam od Pattie. Usłyszałam pukanie do drzwi i szybko zleciałam na dół i otworzyłam drzwi. Była to Karolina.
- Cześć kochana. - pocałowałam ją w policzek.
- Cześć, cześć. - odparła
- Wejdź. - zaprosiłam ją do środka i od razu poszliśmy do pokoju.
- No więc jak tam po imprezie? - spytała mnie Karolina podnosząc jedną brew do góry
- Wszyscy żyją, to jest plus. - zaśmiałam się
- A jak tam pan Bieber ? Coś ten, ten w nocy ?
- Dobrze wiesz, że on mieszka gdzie indziej. - szturchnęłam ją.
- Bo wiesz, chciałabym już być ciocią czy coś.
I wtedy wpadł Justin.
- Kochanie mam ochotę na małe.... - zobaczył wtedy Karolkę
- Cześć Bieber ! - pomachała mu ręką.
- No... cześć. - zawstydził się.
- Dobra, spadam bo muszę dziś do dziadków skoczyć.
- Tak szybko ? - spytałam.
- Tak, tak. Pa kochana, cześć Jus. - pocałowała mnie w policzek i wyszła.
- Spłoszyłeś mi koleżankę ! - mówiłam z powagą, po czym wpadłam w śmiech.
- Oj, oj. - zaczął mnie całować.
- Justin ! - walnęłam go w plecy.
- Musimy się pożegnać. - całował mnie nadal.
- Co? - spojrzałam na niego.
- Za kilka dni wyjeżdżam na dalszą trasę.
- Rozumiem. - posmutniałam.
- Zawsze możesz jechać ze mną.
- Wiesz, że nie mogę. - pokręciłam głową
- Nim się obejrzysz będę z powrotem. - pocałował mnie w czoło.
- Jak będą wakacje to jadę z Tobą. - uśmiechnęłam się.
- Czekałem, aż to powiesz.
- Może gdzieś wyjdziemy ? - zaproponowałam.
- Okej, lody ?
- Jasne, tylko trochę się ogarnę, czekaj. - puściłam mu oczko otwierając drzwi do łazienki.
Zrobiłam sobie delikatny makijaż, rozpuściłam włosy i delikatnie je wyprostowałam.
- Możemy iść. - oznajmiłam wychodząc z łazienki i pakując szybko do malutkiej torebeczki najpotrzebniejsze rzeczy.
- Chodźmy. - wyciągnął rękę w moją stronę, złapałam go i splotłam palce po czym wyszliśmy.
- Co mi powiesz ? - spojrzał na mnie.
- Nic ciekawego. - wystawiłam do niego język.
Szliśmy w ciszy, po chwili zorientowałam się że z tyłu idzie Kamil. Pociągnęłam Justina, aby szedł szybciej. Dotarliśmy na lody, on ciągle był za nami.
- Usiądź ja zamówię. - uśmiechnęłam się.
- Dwa razy waniliowe. - wyciągnęłam z torebki portfel, zapłaciłam, wzięłam lody i wróciłam do Justina.
- Proszę. - podałam mu, po czym usiadłam obok niego.
- Zaraz oddam Ci pieniądze. - zaczął szukać po kieszeniach.
- Przestań. Potraktuj to jako mały prezent. - zaśmiałam się.
- Dobrze, dobrze. - siedzieliśmy jedząc w ciszy.
- Wiesz, czuje się tak jak wtedy gdy pierwszy raz poszliśmy na spacer.. - uśmiechnęłam się.
- Pamiętam, wtedy byłem pewny, że się w Tobie zakochałem. - gryzł już wafel.
- To szybko się zakochujesz. - oblizałam wargi, kończąc powoli loda.
- Jakoś poczułem, że jesteś tą jedyną. Nadal to czuję. - przybliżył się do mnie i mnie pocałował.
Kamil siedział na przeciwko nas. Przytuliłam się do Justina.
- To Kamil ? - szepnął Justin.
- Tak. - odpowiedziałam drżącym głosem.
- Co on do cholery chce?! - wstał, ale szybko go popchałam z powrotem na ławkę.
- Chodźmy do parku. - wstaliśmy, złapałam mojego chłopaka za rękę i poszliśmy w stronę parku.
Szliśmy w ciszy, on ciągle był za nami. Ciszę przerwał Jus.
- Powiedz proszę, ale szczerze... Łączyło Cię z nim coś kiedyś ?
- Wtedy co miałeś wypadek.. Poszłam do kumpeli na imprezę, jakoś tak się z nim związałam, upiłam się no i obudziłam się obok niego rano, pomyślał sobie coś.. - spojrzałam na niego.
- Yhm. - mruknął
- Proszę Cię, nie złość się.. - widziałam po jego oczach, że jest zły.
- Nie jestem zły..
- Nie kłam, proszę. - szepnęłam.
Nie odezwał się, tylko puścił moją rękę i poszedł na przód. Usiadłam na ławce i zaczęłam płakać. Zobaczyłam Kamila, który zbliża się do mnie.
- Mówiłam, że Cię zrani. - powiedział przechodząc obok mnie.
Załamał mnie bardziej. Zaczęłam płakać, a Justina już prawie nie widziałam. Posiedziałam na ławce, popłakałam i po około 15 minutach wstałam i wróciłam do domu.
- Cześć mamo. - krzyknęłam.
Poszłam do kuchni, napiłam się wody, na stole leżała kartka " Pojechaliśmy do babci, Kacper jest w pokoju, obiad macie w lodówce. Mama " No tak, wszyscy mnie zostawili, z resztą jak zawsze. Poszłam na górę, położyłam się na łóżku i znów zaczęłam płakać. Justin zaraz wyjeżdża, chciałam z nim spędzić te ostatnie chwile.. Wzięłam telefon do ręki, wybrałam numer Justina, ale rozłączył się po dwóch sygnałach. Wstałam z łóżka, wytarłam oczy, poszłam do Kacpra do pokoju i zapukałam.
- Mogę ? - spytałam.
- Proszę. - weszłam do pokoju.
- Chcesz zjeść ?
- No tak.
- To chodź do kuchni.
Poszłam do kuchni, wyciągnęłam sałatkę z lodówki, i wyciągnęłam talerze z szafki. Wtedy je upuściłam, spadły na płytki i rozbiły się w drobny mak. Zaczęłam płakać, schyliłam się, aby pozbierać szkło, wtedy się skaleczyłam i to porządnie.
- Co Ty wyprawiasz?! - usłyszałam głos Kacpra.
- Wyciąg apteczkę z szafki.
- Czego płaczesz? - spojrzał na mnie.
- Daj wodę utlenioną.
- Odpowiedz na pytanie. - wyrwałam mu z ręki wodę i polałam po ranie.
- Podaj mi bandaż.
- Ku..wa, odpowiesz mi na pytanie ?
- Zostaw mnie. - podał mi bandaż, a ja owinęłam rękę.
- Jeśli możesz to pozmiataj.
Ponownie wzięłam z szafki talerze i postawiłam na szafce. Nałożyłam sałatkę na talerze i postawiłam na stole. Zjedliśmy, a naczynia ostawiłam do zmywarki. Wróciłam na górę, położyłam się na łóżko, wzięłam laptopa, weszłam na tt i napisałam ' najgorszy dzień w życiu ' . Odłożyłam laptopa, wzięłam słuchawki, podłączyłam do telefonu i zaczęłam słuchać smutnych piosenek. Tak, dołowałam się bardziej. Z playlisty leciało wszystko po kolei, usłyszałam piosenkę Justina 'Fall'. Zdołowała mnie totalnie, nie wiem dlaczego, ale czułam że go straciłam.. W trakcie piosenek zasnęłam.
__________
10 komentarzy - następny rozdział.
poniedziałek, 11 listopada 2013
Rozdział XI
Chodziłyśmy koło restauracji, ona śpiewała piosenki Justina i właśnie sobie przypomniałam, że nie ma go już chyba z trzy godziny.. Rozglądałam się po drodze za nim. Poszłyśmy do sklepu, bo mała chciała lizaka. Gdy już miałam wchodzić do sklepu usłyszałam, że ktoś płaczę....
_____________
Za sklepem była ławka, pomyślałam że to tam. Poszłyśmy, siedziała tam Selena, płakała.
- Selena, co się stało? - usiadłam obok niej.
- Wciąż coś czuję do Justin'a, powiedziałam mu to, ale on powiedział, że zostaniemy przyjaciółmi.
- Z tego co mi Jus opowiadał, to sama to zakończyłaś..
- Tak, wiem, musiałam nie znosiłam obrazy beliebers na mnie... - tłumaczyła.
- Nie płacz już. - przytuliłam ją.
- Nie gniewasz się na mnie ?
- Coś Ty, masz do niego podobne prawo jak ja, Ty jesteś byłą dziewczyną, a ja teraźniejszą. - uśmiechnęłam się.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się.
- Dobra, teraz pójdziemy do mnie do domu, umaluję Cię, pożyczę Ci ciuchy i wbijesz się na moją imprezę, co ? - spojrzałam na nią.
- Okej. - powiedziała niepewnie.
- Jazz, idziemy. - podałam małej rękę.
Obie złapałyśmy małą za rękę i ruszyłyśmy do moje domu. Gdy doszłyśmy weszłyśmy do mojego pokoju. Otworzyłam swoją szafę.
- Wybieraj. - uśmiechnęłam się do Seleny.
- Jak dużo. - zaraz zaczęła przeglądać w szafie.
- I co? - spytałam po kilku minutach.
- Ta miętowa. - podała mi ją z szafy.
- Idź przymierz, zaraz znajdę Ci buty, tylko jaki masz rozmiar?
- 36-37. - uśmiechnęła się i poszła do łazienki.
Szukałam butów, miałam rozmiar 36, znalazłam dwie pary, jedna kremowa, a druga czarna.
- I jak? - zobaczyłam Sel.
- Pasuje, jak szyta na Ciebie. - zaśmiałam się.
- Dzięki.
- A tu masz dwie pary, zobacz które pasują, przymierzyła.
- Kremowe. - nałożyła je.
- Teraz siadaj, zrobimy Ci makijaż i ogarniemy włosy.
Siadła posłusznie, pomalowałam ją tak, aby makijaż pasował do sukienki. Wzięłam lokówkę i pokręciłam jej włosy.
- Może być? - powiedziałam, jak skończyłam wszystkie czynności.
- Pewnie, wyglądam teraz o niebo lepiej, niż przedtem.
- Chodźmy, bo nie będzie mnie na własnej imprezie, haha. - zaśmiałyśmy się.
Ruszyłyśmy do lokalu.
- Ee, a wiesz gdzie poszedł Justin? - spytałam.
- Naprzeciwko sklepu, w tą drogę..
Szłyśmy w ciszy, kiedy doszłyśmy wszyscy chłopcy zaczęli kręcić się w okół Seleny.
- Jazz, pójdziesz do Chrisa? Tam siedzi. - wskazałam palcem na chłopaka.
- Dobrze. - poszła w jego kierunku.
Postanowiłam poszukać Justina, poszłam drogą którą wskazała mi Sel.
- Justin ? - zaczęłam wołać
Nikt się nie odzywał. Szłam dalej, szłam w głąb tej uliczki. Szczerze, to nigdy tam nie byłam, nie miała po co, w okół niej same łąki i pola.
- Justin ? - powiedziałam cicho.
- Jestem przy Tobie, zawsze. - znienacka poczułam ręce na mojej tali.
- Justin, wariacie nie strasz mnie. - przytuliłam się mocno do niego.
- Dobrze, dobrze. - pocałował mnie.
- Selena płakała.... ona Cię kocha.. - zaczęłam ten temat.
- Ona kocha mnie, ja kocham Ciebie, temat skończony. - wziął mnie za rękę i zawróciliśmy.
Wróciliśmy do lokalu, usiedliśmy na miejsca, które wcześniej były zajęte przez nas.
- Jesteś głodny? - spytałam.
- Nie, nie.
- To może zatańczymy? - zaproponowałam.
- Miałem o to samo pytać.
Wstaliśmy i zaczęliśmy tańczyć.
- Kochasz mnie? - spytałam.
- Tak, oczywiście, czemu pytasz?
- No bo wtedy jak.... jak Selena powiedziała, że chcę z Tobą porozmawiać to jakoś tak...
- Kochanie, spokojnie kocham Cię i nie wątp w to. - pocałował mnie w czoło.
I wtedy poczułam się tak jakoś bezpiecznie. Przytuliłam go i pocałowałam.
- Kocham Cię. - uśmiechnęłam i mocno się przytuliłam.
Zauważyłam koło siebie Chrisa, patrzącego na Justina.
- Proszę, proszę kto się pojawił.. - Chris poklepał Justina po ramieniu
- Stary, wyluzuj miałem sprawę. - usiedliśmy na ławce koło okna.
- No musiałem zająć się Majką, ale nie żałuję. - Chris objął mnie ramieniem.
- Kolego, łapki przy sobie. - szybko zareagował Jus.
- No dobra panowie, zgłodniałam idę coś zjeść, idziecie? - wstałam z ławki.
- Pójdę poszukam mamy. - całując mnie w policzek odszedł.
- Idziesz? - spytałam Chrisa.
- Idź zjedz coś w spokoju, ja poczekam. - puścił mi oczko.
Zaśmiałam się i poszłam coś zjeść.
- Kochanie, zaraz będzie tort i szmpan. - odwróciłam się i zobaczyłam mamę.
- Dobrze.
Zaraz po tym kelnerki zaczęły wychodzić z kuchni i rozdawać szampana. Mama przyniosła tort, postawiła go na stoliku, stanęłam obok niego.
- Pomyśl życzenie kochanie. - usłyszałam zza pleców.
Pomyślałam życzenie, zdmuchnęłam świeczki, wszyscy zaśpiewali mi sto lat i wypili szampana. Kelnerka zaczęła kroić tort, zaczęłam nosić wszystkim. Po półgodzinie wszyscy zjedli tort, no a ja zaczęłam się bawić.
- Kochanie, piłaś jakiś alkohol? - szepną Justin.
- Nie. - zaśmiałam się.
- Napij się ze mną chociaż kieliszeczek.
- Okej.
Poszliśmy do stołów, usiedliśmy, zaraz dołączył się Chris.
- To co panna, Twoje zdrowie ! - wykrzykną Chris
- Wariacie.
Zaraz zauważyłam, że prawie wszyscy goście mają w dłoniach kieliszki z wódką, z winem.
- Za zdrowie Majki ! - krzyknęli chórem.
- Miło. - odwróciłam się przodem do Justina i posłałam mu uśmiech.
- Twoje zdrowie kochanie. - wypiliśmy kieliszek.
- Fu. - skrzywiłam się, a wszyscy zaczęli się śmiać.
- Gorzko, gorzko ! - zaczął Chris i wszyscy się dołączyli
- Dajcie spokój. - zaśmiałam się.
- Tak będziecie mogli krzyczeć na naszym weselu. - oczywiście Justin musiał skomentować.
Widziałam wychodzącą Selene.
- Zaraz wrócę. - wybiegłam za nią.
- Selena ! - krzyknęłam.
- Co ?!
- Czemu wybiegłaś?
- Idź do Justina, weź z nim ślub, żyj szczęśliwie ! - dziewczyna mówiła przez łzy.
- Selena ! My się kochamy ! Miłość nie wybiera ! - krzyknęłam i wróciłam na salę.
- Gdzie byłaś? - spytał Jus.
- Nie ważne.
- Wyjedziesz za mnie kochanie? - Justin spojrzał na mnie.
- Justin jesteś pijany, nie bredź.
- Dobrze, dobrze. - pocałował mnie.
Godzina 3 nad ranem, wróciliśmy do domu, położyliśmy się spać. Osiemnastka była wspaniała, a to dzięki wspaniałym osobom.
_____________
Za sklepem była ławka, pomyślałam że to tam. Poszłyśmy, siedziała tam Selena, płakała.
- Selena, co się stało? - usiadłam obok niej.
- Wciąż coś czuję do Justin'a, powiedziałam mu to, ale on powiedział, że zostaniemy przyjaciółmi.
- Z tego co mi Jus opowiadał, to sama to zakończyłaś..
- Tak, wiem, musiałam nie znosiłam obrazy beliebers na mnie... - tłumaczyła.
- Nie płacz już. - przytuliłam ją.
- Nie gniewasz się na mnie ?
- Coś Ty, masz do niego podobne prawo jak ja, Ty jesteś byłą dziewczyną, a ja teraźniejszą. - uśmiechnęłam się.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się.
- Dobra, teraz pójdziemy do mnie do domu, umaluję Cię, pożyczę Ci ciuchy i wbijesz się na moją imprezę, co ? - spojrzałam na nią.
- Okej. - powiedziała niepewnie.
- Jazz, idziemy. - podałam małej rękę.
Obie złapałyśmy małą za rękę i ruszyłyśmy do moje domu. Gdy doszłyśmy weszłyśmy do mojego pokoju. Otworzyłam swoją szafę.
- Wybieraj. - uśmiechnęłam się do Seleny.
- Jak dużo. - zaraz zaczęła przeglądać w szafie.
- I co? - spytałam po kilku minutach.
- Ta miętowa. - podała mi ją z szafy.
- Idź przymierz, zaraz znajdę Ci buty, tylko jaki masz rozmiar?
- 36-37. - uśmiechnęła się i poszła do łazienki.
Szukałam butów, miałam rozmiar 36, znalazłam dwie pary, jedna kremowa, a druga czarna.
- I jak? - zobaczyłam Sel.
- Pasuje, jak szyta na Ciebie. - zaśmiałam się.
- Dzięki.
- A tu masz dwie pary, zobacz które pasują, przymierzyła.
- Kremowe. - nałożyła je.
- Teraz siadaj, zrobimy Ci makijaż i ogarniemy włosy.
Siadła posłusznie, pomalowałam ją tak, aby makijaż pasował do sukienki. Wzięłam lokówkę i pokręciłam jej włosy.
- Może być? - powiedziałam, jak skończyłam wszystkie czynności.
- Pewnie, wyglądam teraz o niebo lepiej, niż przedtem.
- Chodźmy, bo nie będzie mnie na własnej imprezie, haha. - zaśmiałyśmy się.
Ruszyłyśmy do lokalu.
- Ee, a wiesz gdzie poszedł Justin? - spytałam.
- Naprzeciwko sklepu, w tą drogę..
Szłyśmy w ciszy, kiedy doszłyśmy wszyscy chłopcy zaczęli kręcić się w okół Seleny.
- Jazz, pójdziesz do Chrisa? Tam siedzi. - wskazałam palcem na chłopaka.
- Dobrze. - poszła w jego kierunku.
Postanowiłam poszukać Justina, poszłam drogą którą wskazała mi Sel.
- Justin ? - zaczęłam wołać
Nikt się nie odzywał. Szłam dalej, szłam w głąb tej uliczki. Szczerze, to nigdy tam nie byłam, nie miała po co, w okół niej same łąki i pola.
- Justin ? - powiedziałam cicho.
- Jestem przy Tobie, zawsze. - znienacka poczułam ręce na mojej tali.
- Justin, wariacie nie strasz mnie. - przytuliłam się mocno do niego.
- Dobrze, dobrze. - pocałował mnie.
- Selena płakała.... ona Cię kocha.. - zaczęłam ten temat.
- Ona kocha mnie, ja kocham Ciebie, temat skończony. - wziął mnie za rękę i zawróciliśmy.
Wróciliśmy do lokalu, usiedliśmy na miejsca, które wcześniej były zajęte przez nas.
- Jesteś głodny? - spytałam.
- Nie, nie.
- To może zatańczymy? - zaproponowałam.
- Miałem o to samo pytać.
Wstaliśmy i zaczęliśmy tańczyć.
- Kochasz mnie? - spytałam.
- Tak, oczywiście, czemu pytasz?
- No bo wtedy jak.... jak Selena powiedziała, że chcę z Tobą porozmawiać to jakoś tak...
- Kochanie, spokojnie kocham Cię i nie wątp w to. - pocałował mnie w czoło.
I wtedy poczułam się tak jakoś bezpiecznie. Przytuliłam go i pocałowałam.
- Kocham Cię. - uśmiechnęłam i mocno się przytuliłam.
Zauważyłam koło siebie Chrisa, patrzącego na Justina.
- Proszę, proszę kto się pojawił.. - Chris poklepał Justina po ramieniu
- Stary, wyluzuj miałem sprawę. - usiedliśmy na ławce koło okna.
- No musiałem zająć się Majką, ale nie żałuję. - Chris objął mnie ramieniem.
- Kolego, łapki przy sobie. - szybko zareagował Jus.
- No dobra panowie, zgłodniałam idę coś zjeść, idziecie? - wstałam z ławki.
- Pójdę poszukam mamy. - całując mnie w policzek odszedł.
- Idziesz? - spytałam Chrisa.
- Idź zjedz coś w spokoju, ja poczekam. - puścił mi oczko.
Zaśmiałam się i poszłam coś zjeść.
- Kochanie, zaraz będzie tort i szmpan. - odwróciłam się i zobaczyłam mamę.
- Dobrze.
Zaraz po tym kelnerki zaczęły wychodzić z kuchni i rozdawać szampana. Mama przyniosła tort, postawiła go na stoliku, stanęłam obok niego.
- Pomyśl życzenie kochanie. - usłyszałam zza pleców.
Pomyślałam życzenie, zdmuchnęłam świeczki, wszyscy zaśpiewali mi sto lat i wypili szampana. Kelnerka zaczęła kroić tort, zaczęłam nosić wszystkim. Po półgodzinie wszyscy zjedli tort, no a ja zaczęłam się bawić.
- Kochanie, piłaś jakiś alkohol? - szepną Justin.
- Nie. - zaśmiałam się.
- Napij się ze mną chociaż kieliszeczek.
- Okej.
Poszliśmy do stołów, usiedliśmy, zaraz dołączył się Chris.
- To co panna, Twoje zdrowie ! - wykrzykną Chris
- Wariacie.
Zaraz zauważyłam, że prawie wszyscy goście mają w dłoniach kieliszki z wódką, z winem.
- Za zdrowie Majki ! - krzyknęli chórem.
- Miło. - odwróciłam się przodem do Justina i posłałam mu uśmiech.
- Twoje zdrowie kochanie. - wypiliśmy kieliszek.
- Fu. - skrzywiłam się, a wszyscy zaczęli się śmiać.
- Gorzko, gorzko ! - zaczął Chris i wszyscy się dołączyli
- Dajcie spokój. - zaśmiałam się.
- Tak będziecie mogli krzyczeć na naszym weselu. - oczywiście Justin musiał skomentować.
Widziałam wychodzącą Selene.
- Zaraz wrócę. - wybiegłam za nią.
- Selena ! - krzyknęłam.
- Co ?!
- Czemu wybiegłaś?
- Idź do Justina, weź z nim ślub, żyj szczęśliwie ! - dziewczyna mówiła przez łzy.
- Selena ! My się kochamy ! Miłość nie wybiera ! - krzyknęłam i wróciłam na salę.
- Gdzie byłaś? - spytał Jus.
- Nie ważne.
- Wyjedziesz za mnie kochanie? - Justin spojrzał na mnie.
- Justin jesteś pijany, nie bredź.
- Dobrze, dobrze. - pocałował mnie.
Godzina 3 nad ranem, wróciliśmy do domu, położyliśmy się spać. Osiemnastka była wspaniała, a to dzięki wspaniałym osobom.
sobota, 10 sierpnia 2013
Rozdział X
Ubrałam się w moją sukienkę, nałożyłam kremowe buty na platformie i na obcasie. Przyglądałam się w lustrze, wtedy mój telefon zaczął dzwonić...
____________________________
Odebrałam.
- Tak? - zapytałam.
- Wszystkiego najlepszego kochana ! Życzenia do Polskich Beliebers. - usłyszałam w słuchawce.
- Dziękuję, miło mi. - odpowiedziałam.
- Pozdrów Justin'a.
- Dobrze. - wtedy się rozłączyły.
Co chwilę zaraz dostawałam sms-y. Skąd wiedziały, że mam dziś urodziny? No tak dodałam wpis na TT, ale obserwuje mnie około4800 osób.. Postanowiłam szybko wejść na TT, zalogowałam się, a tam wpis Justin'a ' Moja księżniczka obchodzi dziś urodziny! Wszystkiego najlepszego ! ' Po chwili zauważyłam, że zamieścił mój numer, ale po chwili już go nie było. Miałam około 100 wiadomości na TT, około 200 wpisów i ciągle dochodziły nowe. Ale przyznam, że miło mi się zrobiło. Wylogowałam się i odłożyłam telefon do małej torebki. Wyszłam z pokoju, na dole czekali na mnie rodzice, brat i Justin.
- Jak ślicznie. - mówili chórem.
- No dobra, dobra. - zaśmiałam się, po czym poczułam ciepłe ręce na mojej tali.
- Chodźcie, bo trzeba będzie gości powitać. - zaproponował tata.
- To niech państwo już jadą, a my z Mają zaraz dojedziemy. - popatrzył na moich rodziców Justin.
- Dobrze. - odparła mama i wyszli z domu, wraz z moim bratem.
- Co tam wymyśliłeś? - przegryzłam wargę, poprawiając mu krawat.
- Chciałem coś Ci wręczyć, ale nie tak publicznie.
- Na prawdę nie musiałeś. - uśmiechnęłam się.
- To dla Ciebie. - wyciągnął zza pleców duże pudełeczko.
- Dziękuję. - przytuliłam go mocno i pocałowałam.
Wzięłam pudełeczko, otworzyłam, był to łańcuszek z jedną połową serca, a na nim wygrawerowana literka J.
- Gdzie masz drugą połowę? - zaśmiałam się.
- Tu. - wyjął kluczyki od samochodu.
- Dziękuję. - podałam mu łańcuszek, aby mi zapiął.
Pudełeczko zostawiłam na stole w kuchni. Wyszliśmy z domu, zamknęłam drzwi i wsiedliśmy do samochodu. Impreza była w restauracji, nie daleko mojego domu. Po chwili byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy z auta, weszliśmy do środka, nie było za wiele osób. Stanęłam z mamą przy drzwiach, aby witać gości. Tato z Justinem i Kacper poszli do samochodów, aby wypakować prezenty. Zaczęli pojawiać się zaproszeni goście, rodzina i znajomi. Po chwili poczułam, że ktoś mnie szturcha, była to Karolina.
- Nie strasz mnie ! - zaśmiałyśmy się.
- Ponoć są wyniki matur ! - poinformowała mnie.
- Uu, coś czuje, że oblałam wszystko..
- Nie Ty jedyna. - zaśmiałyśmy się.
Goście wypełnili salę, która wcześniej była pusta. Odśpiewali mi sto lat, a potem niestety ..... musiałam zostać bita 18-ście razy pasem po tyłku.. Na początku dostałam od rodziców, od brata, od Justina, bliskiej rodziny i przyjaciół. Następnie zaczęło się dawanie prezentów. Dostawałam dużo miśków, dużo kasy, słodkości, ogólnie prezenty były przeróżne. Widziałam, że zbliża się do mnie mój tata i mama. Dali mi dużą torbę, zajrzałam i zobaczyłam tam jakąś dużą kartkę, nie chciałam teraz jej otwierać. Za moimi rodzicami stał Justin, miał chyba z trzy torby. Dał mi je.
- Kochanie, to dla Ciebie. Życzę Ci, abyś zdała maturę, dostała się na dobre studia, abyś spełniała marzenia i na zawsze ze mną była. - i tu złożył na moich ustach namiętny pocałunek.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i mocno go przytuliłam.
Zdałam sobie sprawę, że mam cholerne szczęście, że go mam. Potem wszyscy zasiedli do stołów, również ja i Justin.
- Majka, wyjedziesz .... - nie dałam mu dokończyć.
- Co ? Jestem za młoda na małżeństwo ! - po chwili oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Maju, nie o to mi chodziło. Chciałem spytać, czy wyszłabyś ze mną na zewnątrz. - popatrzył na mnie.
- Dobrze, chodźmy. - wyszliśmy na zewnątrz.
- Zamknij oczy.
Zamknęłam, po chwili słyszałam jakieś kroki, nie tylko Justina.
- Skarbie, otwórz oczy.
Otworzyłam i zobaczyłam .... Pattie, Jeremy'ego, Jazmyn, Jaxona i Chrisa.
- Niespodzianka ! - krzyknęli chórem.
- Justin, wariacie ! - zaśmiałam się.
Zaczęłam wszystkich po kolei przytulać, Jazmyn wręczyła mi prezent od wszystkich, a ja ją mocno ucałowałam.
- Bawiłam się dziś z czarodziejką w samolocie ! - krzyknęła podekscytowana Jazmyn.
- Jaką czarodziejką ? - spytałam.
- Z Alex Russo. - uśmiechnęła się.
I tu było po moim humorze. Po chwili zza ściany wyszła Selena.
- Cześć, cześć Justin. - jej spojrzenie na mnie... uhrr.
- Cześć. - odpowiedział Justin, nawet zauważyłam jego lekki uśmiech.
- Możemy pogadać? - podeszła do niego bliżej.
- Jasne. Idźcie do środka. - spojrzał na mnie Jus.
- A co masz przede mną jakieś tajemnice? - spojrzałam na niego, a Jazmyn którą trzymałam na rękach bawiła się moimi kolczykami.
- Skarbie, skąd. - zaczął się tłumaczyć.
- To może ja zostanę ? - rzuciłam niemiłe spojrzenie Sel.
- No... dobrze. - spojrzał na mnie.
- Ale ja chcę porozmawiać z nim sam na sam.. - wtrąciła się Selena.
Nic nie powiedziałam, tylko weszłam do środka. Usiadłam na swoim miejscu, na miejscu Justina posadziłam małą, poprosiłam obsługę, aby dała czyste naczynia dla Jazmyn.
- Jesteś głodna? - spytałam.
- Nie. - siedziała na dużym krześle i machała nóżkami.
- Na pewno?
- Tak. A co Justin robi z Seleną? - spojrzałam na nich.
- Rozmawiają.
Goście zaczęli tańczyć, bawić, wódka już się lała, a oni dalej rozmawiali. Podeszła do mnie Pattie.
- Przepraszam.
- Za co ? - wstałam z krzesła.
- Za Selenę, Jazmyn chciała, aby z nami leciała, po za tym Selena chciała zobaczyć się z Justinem.
- Nic się nie stało, wszystko jest dobrze. - uśmiechnęłam się.
- Majka, chodź tańczyć ! - Jazmyn ciągnęła mnie za rękę.
- Chodź mała. - wzięłam ją na ręce i poszłyśmy na parkiet.
Szalałyśmy, śmiałyśmy się, potem dołączyła do nas Karolina, dobrze się bawiłam bez Justina. Dalej z nią rozmawiał, chociaż nie wiem, bo ich nie widziałam, może gdzieś poszli. Przetańczyłyśmy chyba z 15 piosenek, usiadłyśmy na ławce obok dużego okna, nie było ich, pewnie gdzieś poszli. Siedziałyśmy we trzy, podszedł do mnie mój znajomy.
- Zatańczysz śliczna? - wyciągnął w moim kierunku dłoń.
- Jasne. - wstałam i poszliśmy na parkiet, zaczęliśmy tańczyć.
- Co tak sama siedziałeś? - spojrzał mi w oczy.
- A jakoś tak wyszło.
- Prawdziwy dżentelmen nie zostawia swojej damy na jej uroczystości.
Nic nie odpowiedziałam, tylko się delikatnie uśmiechnęłam i tańczyłam dalej. Po skończonym tańcu, podziękowałam i usiadłam na swoje miejsce. Siedziała tam Jazmyn i Chris.
- Już schodzę. - wstał.
- Siedź, siedź. - uśmiechnęłam się.
- Ale może usiądziesz? - zaśmiał się.
- Nie, nie siedź.
- Wszystkiego najlepszego tak w ogóle. - wstał i pocałował mnie w policzek.
- Dziękuję. - przytuliłam go.
- A może usiądziesz na kolanach? - zaśmiał się.
- Okej, ale już przestaniesz gadać?
- Jasne, jasne.
- Ale ostrzegam, jestem ciężka. - usiadłam mu na kolanach.
- Jesteś lekka jak piórko, powinnaś więcej jeść. - dźgnął mnie w brzuch.
- Nawet nie wyobrażasz sobie ile jem, haha. - śmiałam się.
Chris to naprawdę bardzo fajny chłopak, bardzo go polubiłam. Gadałam sobie z nim przez dłuższy czas.
- Dobra, idę się bawić, ale wrócę. - zaśmiał się.
- Okej, okej. - zeszłam z jego kolan, a on odszedł.
- Jazmyn, chcesz spać ? - widziałam jak przecierała oczy.
- Troszkę. - uśmiechnęła się.
- Chodź. - wzięłam ją na ręce i poszłam z nią się przejść.
Chodziłyśmy koło restauracji, ona śpiewała piosenki Justina i właśnie sobie przypomniałam, że nie ma go już chyba z trzy godziny.. Rozglądałam się po drodze za nim. Poszłyśmy do sklepu, bo mała chciała lizaka. Gdy już miałam wchodzić do sklepu usłyszałam, że ktoś płaczę....
____________________
Czekaliście? :) To już jest !
15 kom - następny.
____________________________
Odebrałam.
- Tak? - zapytałam.
- Wszystkiego najlepszego kochana ! Życzenia do Polskich Beliebers. - usłyszałam w słuchawce.
- Dziękuję, miło mi. - odpowiedziałam.
- Pozdrów Justin'a.
- Dobrze. - wtedy się rozłączyły.
Co chwilę zaraz dostawałam sms-y. Skąd wiedziały, że mam dziś urodziny? No tak dodałam wpis na TT, ale obserwuje mnie około4800 osób.. Postanowiłam szybko wejść na TT, zalogowałam się, a tam wpis Justin'a ' Moja księżniczka obchodzi dziś urodziny! Wszystkiego najlepszego ! ' Po chwili zauważyłam, że zamieścił mój numer, ale po chwili już go nie było. Miałam około 100 wiadomości na TT, około 200 wpisów i ciągle dochodziły nowe. Ale przyznam, że miło mi się zrobiło. Wylogowałam się i odłożyłam telefon do małej torebki. Wyszłam z pokoju, na dole czekali na mnie rodzice, brat i Justin.
- Jak ślicznie. - mówili chórem.
- No dobra, dobra. - zaśmiałam się, po czym poczułam ciepłe ręce na mojej tali.
- Chodźcie, bo trzeba będzie gości powitać. - zaproponował tata.
- To niech państwo już jadą, a my z Mają zaraz dojedziemy. - popatrzył na moich rodziców Justin.
- Dobrze. - odparła mama i wyszli z domu, wraz z moim bratem.
- Co tam wymyśliłeś? - przegryzłam wargę, poprawiając mu krawat.
- Chciałem coś Ci wręczyć, ale nie tak publicznie.
- Na prawdę nie musiałeś. - uśmiechnęłam się.
- To dla Ciebie. - wyciągnął zza pleców duże pudełeczko.
- Dziękuję. - przytuliłam go mocno i pocałowałam.
Wzięłam pudełeczko, otworzyłam, był to łańcuszek z jedną połową serca, a na nim wygrawerowana literka J.
- Gdzie masz drugą połowę? - zaśmiałam się.
- Tu. - wyjął kluczyki od samochodu.
- Dziękuję. - podałam mu łańcuszek, aby mi zapiął.
Pudełeczko zostawiłam na stole w kuchni. Wyszliśmy z domu, zamknęłam drzwi i wsiedliśmy do samochodu. Impreza była w restauracji, nie daleko mojego domu. Po chwili byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy z auta, weszliśmy do środka, nie było za wiele osób. Stanęłam z mamą przy drzwiach, aby witać gości. Tato z Justinem i Kacper poszli do samochodów, aby wypakować prezenty. Zaczęli pojawiać się zaproszeni goście, rodzina i znajomi. Po chwili poczułam, że ktoś mnie szturcha, była to Karolina.
- Nie strasz mnie ! - zaśmiałyśmy się.
- Ponoć są wyniki matur ! - poinformowała mnie.
- Uu, coś czuje, że oblałam wszystko..
- Nie Ty jedyna. - zaśmiałyśmy się.
Goście wypełnili salę, która wcześniej była pusta. Odśpiewali mi sto lat, a potem niestety ..... musiałam zostać bita 18-ście razy pasem po tyłku.. Na początku dostałam od rodziców, od brata, od Justina, bliskiej rodziny i przyjaciół. Następnie zaczęło się dawanie prezentów. Dostawałam dużo miśków, dużo kasy, słodkości, ogólnie prezenty były przeróżne. Widziałam, że zbliża się do mnie mój tata i mama. Dali mi dużą torbę, zajrzałam i zobaczyłam tam jakąś dużą kartkę, nie chciałam teraz jej otwierać. Za moimi rodzicami stał Justin, miał chyba z trzy torby. Dał mi je.
- Kochanie, to dla Ciebie. Życzę Ci, abyś zdała maturę, dostała się na dobre studia, abyś spełniała marzenia i na zawsze ze mną była. - i tu złożył na moich ustach namiętny pocałunek.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i mocno go przytuliłam.
Zdałam sobie sprawę, że mam cholerne szczęście, że go mam. Potem wszyscy zasiedli do stołów, również ja i Justin.
- Majka, wyjedziesz .... - nie dałam mu dokończyć.
- Co ? Jestem za młoda na małżeństwo ! - po chwili oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Maju, nie o to mi chodziło. Chciałem spytać, czy wyszłabyś ze mną na zewnątrz. - popatrzył na mnie.
- Dobrze, chodźmy. - wyszliśmy na zewnątrz.
- Zamknij oczy.
Zamknęłam, po chwili słyszałam jakieś kroki, nie tylko Justina.
- Skarbie, otwórz oczy.
Otworzyłam i zobaczyłam .... Pattie, Jeremy'ego, Jazmyn, Jaxona i Chrisa.
- Niespodzianka ! - krzyknęli chórem.
- Justin, wariacie ! - zaśmiałam się.
Zaczęłam wszystkich po kolei przytulać, Jazmyn wręczyła mi prezent od wszystkich, a ja ją mocno ucałowałam.
- Bawiłam się dziś z czarodziejką w samolocie ! - krzyknęła podekscytowana Jazmyn.
- Jaką czarodziejką ? - spytałam.
- Z Alex Russo. - uśmiechnęła się.
I tu było po moim humorze. Po chwili zza ściany wyszła Selena.
- Cześć, cześć Justin. - jej spojrzenie na mnie... uhrr.
- Cześć. - odpowiedział Justin, nawet zauważyłam jego lekki uśmiech.
- Możemy pogadać? - podeszła do niego bliżej.
- Jasne. Idźcie do środka. - spojrzał na mnie Jus.
- A co masz przede mną jakieś tajemnice? - spojrzałam na niego, a Jazmyn którą trzymałam na rękach bawiła się moimi kolczykami.
- Skarbie, skąd. - zaczął się tłumaczyć.
- To może ja zostanę ? - rzuciłam niemiłe spojrzenie Sel.
- No... dobrze. - spojrzał na mnie.
- Ale ja chcę porozmawiać z nim sam na sam.. - wtrąciła się Selena.
Nic nie powiedziałam, tylko weszłam do środka. Usiadłam na swoim miejscu, na miejscu Justina posadziłam małą, poprosiłam obsługę, aby dała czyste naczynia dla Jazmyn.
- Jesteś głodna? - spytałam.
- Nie. - siedziała na dużym krześle i machała nóżkami.
- Na pewno?
- Tak. A co Justin robi z Seleną? - spojrzałam na nich.
- Rozmawiają.
Goście zaczęli tańczyć, bawić, wódka już się lała, a oni dalej rozmawiali. Podeszła do mnie Pattie.
- Przepraszam.
- Za co ? - wstałam z krzesła.
- Za Selenę, Jazmyn chciała, aby z nami leciała, po za tym Selena chciała zobaczyć się z Justinem.
- Nic się nie stało, wszystko jest dobrze. - uśmiechnęłam się.
- Majka, chodź tańczyć ! - Jazmyn ciągnęła mnie za rękę.
- Chodź mała. - wzięłam ją na ręce i poszłyśmy na parkiet.
Szalałyśmy, śmiałyśmy się, potem dołączyła do nas Karolina, dobrze się bawiłam bez Justina. Dalej z nią rozmawiał, chociaż nie wiem, bo ich nie widziałam, może gdzieś poszli. Przetańczyłyśmy chyba z 15 piosenek, usiadłyśmy na ławce obok dużego okna, nie było ich, pewnie gdzieś poszli. Siedziałyśmy we trzy, podszedł do mnie mój znajomy.
- Zatańczysz śliczna? - wyciągnął w moim kierunku dłoń.
- Jasne. - wstałam i poszliśmy na parkiet, zaczęliśmy tańczyć.
- Co tak sama siedziałeś? - spojrzał mi w oczy.
- A jakoś tak wyszło.
- Prawdziwy dżentelmen nie zostawia swojej damy na jej uroczystości.
Nic nie odpowiedziałam, tylko się delikatnie uśmiechnęłam i tańczyłam dalej. Po skończonym tańcu, podziękowałam i usiadłam na swoje miejsce. Siedziała tam Jazmyn i Chris.
- Już schodzę. - wstał.
- Siedź, siedź. - uśmiechnęłam się.
- Ale może usiądziesz? - zaśmiał się.
- Nie, nie siedź.
- Wszystkiego najlepszego tak w ogóle. - wstał i pocałował mnie w policzek.
- Dziękuję. - przytuliłam go.
- A może usiądziesz na kolanach? - zaśmiał się.
- Okej, ale już przestaniesz gadać?
- Jasne, jasne.
- Ale ostrzegam, jestem ciężka. - usiadłam mu na kolanach.
- Jesteś lekka jak piórko, powinnaś więcej jeść. - dźgnął mnie w brzuch.
- Nawet nie wyobrażasz sobie ile jem, haha. - śmiałam się.
Chris to naprawdę bardzo fajny chłopak, bardzo go polubiłam. Gadałam sobie z nim przez dłuższy czas.
- Dobra, idę się bawić, ale wrócę. - zaśmiał się.
- Okej, okej. - zeszłam z jego kolan, a on odszedł.
- Jazmyn, chcesz spać ? - widziałam jak przecierała oczy.
- Troszkę. - uśmiechnęła się.
- Chodź. - wzięłam ją na ręce i poszłam z nią się przejść.
Chodziłyśmy koło restauracji, ona śpiewała piosenki Justina i właśnie sobie przypomniałam, że nie ma go już chyba z trzy godziny.. Rozglądałam się po drodze za nim. Poszłyśmy do sklepu, bo mała chciała lizaka. Gdy już miałam wchodzić do sklepu usłyszałam, że ktoś płaczę....
____________________
Czekaliście? :) To już jest !
15 kom - następny.
poniedziałek, 15 lipca 2013
Rozdział IX
Po skończonym stosunku ubraliśmy się i opadliśmy na łóżko, ponownie. Śmialiśmy się, gadaliśmy. Wtedy ktoś złapał za klamkę. Poprawiłam włosy i poszłam otworzyć drzwi. Otworzyłam, a tam niespodzianka...
_________
Otworzyłam drzwi, stał tam Kamil z różą w ręku..
- Kamil?! - uśmiechnęłam się do Justina, po czym wypchałam Kamila z pokoju, w którym prawie stał.
- Tak, to ja. - zaśmiał się
- Co Ty tu robisz?
- Obiecałaś dać się z fotografować.
- Fakt, ale teraz tyle się dzieje..
- Majka, zostaw Justina, zwykły laluś, on nawet Cię nie kocha, chcę mieć jakąś sensację.. - mówił ciągle
- Wyjdź, proszę Cię, nie mam już o czym rozmawiać. - wskazałam ręką na drzwi
- Nie ! - krzyknął i zaczął mnie całować,dobierać się do mnie, przycisnął mnie do drzwi, czekałam aż w końcu wyjdzie Justin. Zaczęłam się wyrywać, ale na nic. W końcu go uderzyłam w 'czułe miejsce', on się skulił, zdążyłam uciec do pokoju, wtedy Justin właśnie miał wychodzić z pokoju.
- Kochanie, co się stało ? - byłam roztrzęsiona
- Kamil, on... chciał mnie chyba zgwałcić... - Justin mocno mnie przytulił, po czym szybko wyszedł z pokoju. Potem słyszałam krzyki ich obu, przekleństwa. Usiadłam na łóżku, schowałam głowę w dłonie. Po chwili usłyszałam otwierające się drzwi do pokoju, uniosłam głowę do góry i zobaczyłam Justina, uśmiechał się.
- Co się szczerzysz ? - rzuciłam obojętnie.
- Już go na oczy nigdy nie zobaczysz.
- Co Ty mu zrobiłeś ?
- Powiedziałem kulturalnie, żeby Ciebie zostawił, jak nie to inaczej porozmawiamy no i wyszedł.
- Kocham Cię Justin. - wstałam i mocno się do niego przytuliłam, oraz pocałowałam
- Ja Ciebie też.
***KILKA DNI PÓŹNIEJ***
Dziś mam osiemnaste urodziny, jest godzina 9.35, impreza jest o 18. Wstałam o 9, poszłam do łazienki, odświeżyłam się, ogarnęłam się i zeszłam na dół. Była tam moja rodzina, złożyli mi życzenia, dali prezenty. Zjedliśmy wspólne śniadanie, lecz kogoś mi brakowało.
- Gdzie Justin? - zapytałam
- Nie wiem, od wczoraj go nie widziałem. - powiedział tato
- Cholera.. - pomyślałam
Poszłam na górę, na środku pokoju postawiłam prezenty, chwyciłam za telefon i wybrałam numer do Justin'a, po chwili usłyszałam głos.
Ja: Gdzie jesteś?
Jus: Zaraz przyjadę, spokojnie.
Westchnęłam, wyjęłam z szafy sukienkę, w którą miałam być ubrana na mojej imprezie urodzinowej. Uprasowałam ją, położyłam na łóżku, wzięłam laptopa, usiadłam na fotelu i weszłam na TT. Napisałam 'W końcu pełnoletnia :) ' no i odpisałam kilku osobom. Usłyszałam trzaskanie drzwiami, więc zamknęłam laptopa i zbiegłam na dół. Na korytarzu stał Justin z torbami.
- Cześć skarbie ! - rzuciłam się mu na szyję
- Cześć myszko. - pocałował mnie
- Nie mów, że aż tyle dla mnie. - zmarszczyłam czoło
- Kocham Cię rozpieszczać.
- Nie musisz, wystarczył by soczysty całus jako prezent. - dźgnęłam go w jego 'kaloryfer'
- Oj, kochanie.. - poszedł do mojego taty i oddał mu torby, czyli nie wszystko od niego - pomyślałam
- Justin, chodź pokaże Ci sukienkę.
Wzięłam go za rękę i zaprowadziłam na górę. Weszliśmy do pokoju, przyłożyłam do ciała sukienkę, która leżała wcześniej na łóżku.
- Podoba Ci się? - zapytałam przegryzając wargę.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - podszedł do mnie i obejmując mnie w pasie namiętnie pocałował
- Dobra potem będziesz mnie całował. - zaśmiałam się - która jest godzina? - spytałam
- 10.30 - odpowiedział
- Co?! - wykrzyknęłam
- Spokojnie, masz dużo czasu.
- Justin, tylko tak się wydaje. - sama nie wiem, ale wypchałam, dosłownie wypchałam go z pokoju - muszę się zbierać ! - wykrzyknęłam i zamknęłam drzwi.
Mój pierwszy cel to łazienka, więc udałam się do niej. Wykąpałam się, umyłam włosy, następnie je wysuszyłam. Po półtorej godzinie wyszłam z łazienki. Poszłam do pokoju, usiadłam przed toaletką i zaczęłam się malować. Malowanie zajęło mi ponad godzinę. Następnie usłyszałam pukanie do drzwi.
- Kochanie jak Ci idzie? - usłyszałam zza drzwi. - wstałam i otworzyłam drzwi Justinowi.
- I jak? - spytałam go
- Cudownie. - widziałam jego 'maślane' oczy, które właśnie patrzyły na mnie
- Wiesz, nie wiem czy dobry cień do powiek, nie wiem, czy będzie pasował do kremowej sukienki.
- Cii - zatkał swoim wskazującym palcem moje usta - wyglądasz pięknie, zawsze, pamiętaj, zawsze. - pocałował mnie dość namiętnie
- Jesteś kochany - wtuliłam się w niego - mam prośbę..
- Tak?
- Wyprostujesz mi włosy? - popatrzyłam na niego i oboje zaczęliśmy się śmiać
- No dobra.
Usiadłam na krześle od toaletki, włączyłam prostownice, a Justin zaczął prostować moje włosy. Fakt, kilka razy mnie lekko poparzył, ale nic nie mówiłam. Po nie całej godzinie skończył i stwierdzam, że wyszło mu to dość dobrze.
- Dziękuję kotek. - pocałowałam go w policzek.
- Nie ma za co. - uśmiechnął się.
- Dobra, teraz idź sobie, muszę się ubrać. - wskazałam palcem drzwi.
- Eh, skoro pani karze. - wyszedł.
Ubrałam się w moją sukienkę, nałożyłam kremowe buty na platformie i na obcasie. Przyglądałam się w lustrze, wtedy mój telefon zaczął dzwonić...
_____
Może być? Tyle czekaliście. :)
Teraz czekam na szczere komentarze. ;3
12 kom. - NN.
_________
Otworzyłam drzwi, stał tam Kamil z różą w ręku..
- Kamil?! - uśmiechnęłam się do Justina, po czym wypchałam Kamila z pokoju, w którym prawie stał.
- Tak, to ja. - zaśmiał się
- Co Ty tu robisz?
- Obiecałaś dać się z fotografować.
- Fakt, ale teraz tyle się dzieje..
- Majka, zostaw Justina, zwykły laluś, on nawet Cię nie kocha, chcę mieć jakąś sensację.. - mówił ciągle
- Wyjdź, proszę Cię, nie mam już o czym rozmawiać. - wskazałam ręką na drzwi
- Nie ! - krzyknął i zaczął mnie całować,dobierać się do mnie, przycisnął mnie do drzwi, czekałam aż w końcu wyjdzie Justin. Zaczęłam się wyrywać, ale na nic. W końcu go uderzyłam w 'czułe miejsce', on się skulił, zdążyłam uciec do pokoju, wtedy Justin właśnie miał wychodzić z pokoju.
- Kochanie, co się stało ? - byłam roztrzęsiona
- Kamil, on... chciał mnie chyba zgwałcić... - Justin mocno mnie przytulił, po czym szybko wyszedł z pokoju. Potem słyszałam krzyki ich obu, przekleństwa. Usiadłam na łóżku, schowałam głowę w dłonie. Po chwili usłyszałam otwierające się drzwi do pokoju, uniosłam głowę do góry i zobaczyłam Justina, uśmiechał się.
- Co się szczerzysz ? - rzuciłam obojętnie.
- Już go na oczy nigdy nie zobaczysz.
- Co Ty mu zrobiłeś ?
- Powiedziałem kulturalnie, żeby Ciebie zostawił, jak nie to inaczej porozmawiamy no i wyszedł.
- Kocham Cię Justin. - wstałam i mocno się do niego przytuliłam, oraz pocałowałam
- Ja Ciebie też.
***KILKA DNI PÓŹNIEJ***
Dziś mam osiemnaste urodziny, jest godzina 9.35, impreza jest o 18. Wstałam o 9, poszłam do łazienki, odświeżyłam się, ogarnęłam się i zeszłam na dół. Była tam moja rodzina, złożyli mi życzenia, dali prezenty. Zjedliśmy wspólne śniadanie, lecz kogoś mi brakowało.
- Gdzie Justin? - zapytałam
- Nie wiem, od wczoraj go nie widziałem. - powiedział tato
- Cholera.. - pomyślałam
Poszłam na górę, na środku pokoju postawiłam prezenty, chwyciłam za telefon i wybrałam numer do Justin'a, po chwili usłyszałam głos.
Ja: Gdzie jesteś?
Jus: Zaraz przyjadę, spokojnie.
Westchnęłam, wyjęłam z szafy sukienkę, w którą miałam być ubrana na mojej imprezie urodzinowej. Uprasowałam ją, położyłam na łóżku, wzięłam laptopa, usiadłam na fotelu i weszłam na TT. Napisałam 'W końcu pełnoletnia :) ' no i odpisałam kilku osobom. Usłyszałam trzaskanie drzwiami, więc zamknęłam laptopa i zbiegłam na dół. Na korytarzu stał Justin z torbami.
- Cześć skarbie ! - rzuciłam się mu na szyję
- Cześć myszko. - pocałował mnie
- Nie mów, że aż tyle dla mnie. - zmarszczyłam czoło
- Kocham Cię rozpieszczać.
- Nie musisz, wystarczył by soczysty całus jako prezent. - dźgnęłam go w jego 'kaloryfer'
- Oj, kochanie.. - poszedł do mojego taty i oddał mu torby, czyli nie wszystko od niego - pomyślałam
- Justin, chodź pokaże Ci sukienkę.
Wzięłam go za rękę i zaprowadziłam na górę. Weszliśmy do pokoju, przyłożyłam do ciała sukienkę, która leżała wcześniej na łóżku.
- Podoba Ci się? - zapytałam przegryzając wargę.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - podszedł do mnie i obejmując mnie w pasie namiętnie pocałował
- Dobra potem będziesz mnie całował. - zaśmiałam się - która jest godzina? - spytałam
- 10.30 - odpowiedział
- Co?! - wykrzyknęłam
- Spokojnie, masz dużo czasu.
- Justin, tylko tak się wydaje. - sama nie wiem, ale wypchałam, dosłownie wypchałam go z pokoju - muszę się zbierać ! - wykrzyknęłam i zamknęłam drzwi.
Mój pierwszy cel to łazienka, więc udałam się do niej. Wykąpałam się, umyłam włosy, następnie je wysuszyłam. Po półtorej godzinie wyszłam z łazienki. Poszłam do pokoju, usiadłam przed toaletką i zaczęłam się malować. Malowanie zajęło mi ponad godzinę. Następnie usłyszałam pukanie do drzwi.
- Kochanie jak Ci idzie? - usłyszałam zza drzwi. - wstałam i otworzyłam drzwi Justinowi.
- I jak? - spytałam go
- Cudownie. - widziałam jego 'maślane' oczy, które właśnie patrzyły na mnie
- Wiesz, nie wiem czy dobry cień do powiek, nie wiem, czy będzie pasował do kremowej sukienki.
- Cii - zatkał swoim wskazującym palcem moje usta - wyglądasz pięknie, zawsze, pamiętaj, zawsze. - pocałował mnie dość namiętnie
- Jesteś kochany - wtuliłam się w niego - mam prośbę..
- Tak?
- Wyprostujesz mi włosy? - popatrzyłam na niego i oboje zaczęliśmy się śmiać
- No dobra.
Usiadłam na krześle od toaletki, włączyłam prostownice, a Justin zaczął prostować moje włosy. Fakt, kilka razy mnie lekko poparzył, ale nic nie mówiłam. Po nie całej godzinie skończył i stwierdzam, że wyszło mu to dość dobrze.
- Dziękuję kotek. - pocałowałam go w policzek.
- Nie ma za co. - uśmiechnął się.
- Dobra, teraz idź sobie, muszę się ubrać. - wskazałam palcem drzwi.
- Eh, skoro pani karze. - wyszedł.
Ubrałam się w moją sukienkę, nałożyłam kremowe buty na platformie i na obcasie. Przyglądałam się w lustrze, wtedy mój telefon zaczął dzwonić...
_____
Może być? Tyle czekaliście. :)
Teraz czekam na szczere komentarze. ;3
12 kom. - NN.
Subskrybuj:
Posty (Atom)