Wróciłam na górę, położyłam się na łóżko, wzięłam laptopa, weszłam na tt i napisałam ' najgorszy dzień w życiu ' . Odłożyłam laptopa, wzięłam słuchawki, podłączyłam do telefonu i zaczęłam słuchać smutnych piosenek. Tak, dołowałam się bardziej. Z playlisty leciało wszystko po kolei, usłyszałam piosenkę Justina 'Fall'. Zdołowała mnie totalnie, nie wiem dlaczego, ale czułam że go straciłam.. W trakcie piosenek zasnęłam.
__________
Obudziłam się sama z siebie, spojrzałam na zegarek, była godzina 10. Wstałam, poszłam do łazienki, wzięłam zimny prysznic, ubrałam się, wysuszyłam włosy i zakleiłam ranę. Zeszłam na dół, siedział tam Kacper.
- Gdzie rodzice ? - spytałam.
- W pracy.
- To dziś nie niedziela ? - zdziwiłam się.
- Dziś poniedziałek.
- Co ?! Czemu nie jesteśmy w szkole ? - wytrzeszczyłam oczy.
- Nasza szkoła ma wolne, zapomniałaś ? Po za tym, Ty masz już wolne..
- No tak.. - stuknęłam się w głowę.
- Chcesz coś zjeść ? - spytał.
- Nie, napije się tylko soku. - wzięłam szklankę soku i wróciłam do swojego królestwa.
Postawiłam szklankę na szafce koło łóżka, usiadłam na łóżku, wzięłam laptopa, zalogowałam się na tt. Justin nic nie pisał. Weszłam na różne portale plotkarskie, na szczęście nie było nic ani o mnie, ani o Justinie. Zamknęłam laptopa, wzięłam telefon do ręki i napisałam do Karoliny, aby do mnie wpadła. Za 10 minut była już u mnie w pokoju.
- Co się stało ? - spytała.
- Pokłóciłam się z Justinem,
- Ale kochana to nie pierwszy raz. - uśmiechnęła się.
- Ale teraz to tak poważnie, nie odzywa się, a ja czuję, że go tracę.
- A co poszło ? - popatrzyła.
- O Kamila. Wtedy jak wyszłaś, poszliśmy na lody, Kamil szedł za nami, krok w krok. Justin do zauważył, chciał mu przywalić, powstrzymałam go, potem opowiedziałam mu jak to było na imprezie i odszedł. Siadłam na ławce w parku, Kamil przeszedł koło mnie i powiedział 'mówiłem, że Cię zrani'. - spojrzałam na nią, jej mina mówiła 'co ty mówisz, kpisz ze mnie'
- Serio ? - nie wierzyła.
- Niestety tak.
- To dzwoń do niego dziewczyno, ratuj związek !
- Po co mam dzwonić, jakby chciał to sam by zadzwonił. Jakby mu zależało..
- Słuchaj, ja w tej sprawie Ci nie pomogę. To jest sprawa między wami.
- Masz rację.. - spojrzałam na nią.
- Dobra kochana, trzymaj się. - pocałowała mnie w policzek i wyszła.
Wzięłam telefon do ręki, zadzwonić czy nie? Jakby mu zależało, to by się odezwał. Postanowiłam zadzwonić do Pattie. Wybrałam do niej numer, chciałam spanikować i się rozłączyć, ale musiałam się dowiedzieć co z Justinem.
- Słucham ?
- Tu Majka. Dzień dobry.
- Majka ! Co się stało, że do mnie dzwonisz ?
- Wie pani.. - przerwała mi.
- Nie pani.
- Przepraszam, zapomniałam. To, chciałam spytać czy wiesz, gdzie jest Justin?
- A coś się stało? Pokłóciliście się?
- No tak, tak wyjątkowo ostro..
- Nie było go w domu od wczoraj. Wiem, że pojutrze jedzie na dalszą trasę.
- Dziękuję za informację. - chciałam się rozłączyć.
- Czekaj. - przerwała mi
- Tak ?
- On Cię kocha, ciągle nawija o Tobie. Nie stracisz go.
- Dziękuję. - i wtedy kobieta się rozłączyła.
Zadawałam sobie pytanie - gdzie jest Justin ? To moja wina, tylko moja. Weszłam na internet, trochę poserfowałam, chciałam zapomnieć.. Usłyszałam, że dzwoni mój telefon, była to Pattie. Odebrałam.
- Tak ?
- Właśnie zadzwonił do mnie Justin, jest już w trasie. Spytałam o Ciebie, powiedział, że nie ma czasu i szybko się rozłączył. Dzwoniłam, ale bez skutku.
- Dziękuję za jakie kol wiek informacje.
- Nie ma za co. Nie zawracam Ci już głowy, do widzenia.
- Do widzenia. - kobieta się rozłączyła.
Czuję, że romans, związek z Justinem właśnie się zakończył.. Położyłam się na łóżku, aby się uspokoić, nie miałam siły już płakać. Wzięłam tabletkę nasenną i położyłam się ponownie na łóżku. Zanim zasnęłam minęło około 15 minut. Zasnęłam.
Obudził mnie krzyk dochodzący z dołu. Zbiegłam szybko na dół, widziałam że Kacper trzyma się za nos, z którego kapie krew. A w drzwiach stał.. Kamil.
- Co się stało ? - zbiegłam szybko po schodach, aby pomóc bratu.
- Nic, idź na górę ! - krzyknął Kacper
- I mam Cię zostawić ? Co Ty tu robisz w ogóle ?
- Nie chciał mnie wpuścić do Ciebie, więc dostał po mordzie.
- Co Ty chcesz ode mnie ? - spytałam, jeszcze dość spokojnie
- Mówiłem, że ten laluś Cię zostawi. Miałem racje.
- A co Cię to wszystko obchodzi ? Wtrącasz się w moje życie, jakbym była Twoją siostrą, czy Bóg wie czym ! Wyjdź i zostaw mnie w spokoju ! - wskazałam mu drzwi, ale widziałam że strasznie się zezłościł.
- Widzę skarbię, że jesteś spragniona.. Zaspokoić Cię ? - wtedy osłupiałam.
- Co Ty wygadujesz?
- No co ? - szedł w moją stronę z chytrym uśmieszkiem, a ja szłam tyłem w stronę schodów.
- Wyjdź stąd, proszę Cię. - szczerze to bałam się.
- Nigdzie się nie wybieram.
Wtedy dosłownie rzucił się na mnie, przygniótł mnie do ściany swoim ciężarem.
- Braciszek zobaczy, jak jego siostra traci dziewictwo.
- Zostaw mnie ! - biłam go, ale nic.
- Nic z tego.
Kacper stał lekko osłupiały, ale po chwili zaczął bić się z Kamilem, niestety porównując ich siłę, Kamil mógłby go zgnieść.
- Majka, uciekaj ! - usłyszałam od brata, ale wiedziałam, że strasznie ucierpi.
- Mała nigdzie nie uciekaj.
Wtedy dał Kacprowi w twarz, a on upadł na podłogę, jakby umarł. Stałam jak wryta.
- Kacper !
Zaczęłam iść w stronę Kacpra, ale na drodze stał on - Kamil. Ponownie przygniótł mnie do ściany, zaczął rwać ze mnie koszulkę, a ja nic nie mogłam zrobić. Zostało mi tylko kopać i bić, ale to na darmo. Wtedy niespodziewanie ktoś zaczął nieźle bić Kamila. Tak, to był on, mój wybawca, mój bohater, mój książę - Justin. Można powiedzieć, że on to drobny chłopak, ale jak się zdenerwuje, to nie ma zmiłuj. Kamil oberwał solidnie i uciekł, a raczej został wyrzucony z domu. Kacper się ocknął, pomogłam mu się ogarnąć.
- Wszystko dobrze ? Nic Ci nie zrobił ? - zobaczyłam Justina, który sapie
- Oprócz tego, że porwał moją ulubioną koszulkę, to nic. A Ty.. czekaj. - zbliżyłam się do niego i obmyłam mu ranę, którą miał koło brwi.
- Dzięki.
- Czekaj, zakleję Ci plastrem. - zakleiłem mu ranę.
- Idę do łazienki. - oznajmił mój brat.
- Ja też będę spadał. - Justin szedł w stronę drzwi.
- Czekaj. - pociągnęłam go za rękę, ale szybko ją odepchnął.
- No co ?
- Możesz mi powiedzieć, co się z nami stało ?
Zaniemówił, widać było że nie spodziewał się tego pytania.
- Będę spadał, na razie.
Wyszedł, tak po prostu, bez żadnych wyjaśnień. Nawet nie wiem, po co tu był. Poza tym miał być w trasie.. Postanowiłam pójść do brata, zobaczyć jak się czuje.
- Kacper ? - krzyknęłam, wchodząc na górę.
- Jestem w pokoju. - usłyszałam.
- Jak się czujesz ? - zapytałam, wchodząc do jego pokoju.
- Poturbowany, ale wszystko okej.
- Może podjedziemy do szpitala ? - zaproponowałam.
- Nie, to tylko poobijana twarz.
- Jak chcesz, spadam do pokoju, jak coś to przychodź.
- Okej. - uśmiechnął się, ale widać było, że ten uśmiech go wiele kosztował.
- Dzięki brat.
Uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił. Poszłam do pokoju, znów zaczęłam cholernie tęsknić, cholernie cierpieć i płakać. Nie zdawałam sobie wcześniej sprawy, że tak mocno go kocham. Spojrzałam na zegarek, wskazywał 16.25. Poszłam wziąć prysznic, aby zmyć z siebie brud Kamila. W łazience przebywałam prawie godzinę. Zapomniałam ubrań z pokoju, więc owinęłam się w ręcznik i poszłam do pokoju. Zobaczyłam Justina, który siedzi na łóżku.
- Co Ty tu robisz ? - nie ukrywałam zdziwienia.
- Musimy pogadać.
- Przecież wiem, chciałam z Tobą porozmawiać wcześniej, ale uciekłeś.
- Przepraszam.
- Tylko tyle ? To ma załatwić sprawę ? - między czasie grzebałam w szafie.
- Wiem, że zjebałem. Wiem, przepraszam, ale musiałem to wszystko przemyśleć i zwiałem.
- Twoja mama mówiła, że jesteś w trasie. Czemu skłamałeś ?
- Chciałem, aby dała mi spokój. Poza tym, jutro ruszam w trasę.
- Nie myśl sobie, że od tak Ci wybaczę. Cholernie się nacierpiałam przez ten czas. - wygrzebałam z szafy leginsy i koszulkę.
- Rozumiem Cię, ja też cierpiałem.
- Dobra, dobra, a teraz przepraszam, idę się ubrać. - poszłam do łazienki, wbiłam się w ubrania, wysuszyłam włosy i upięłam je w koka. Wyszłam do pokoju, byłam pewnie, że go tam nie ma.
- Kochanie.. - wstał i zaczął mówić.
- Teraz kochanie ? A wcześniej brak jakich kol wiek oznak życia.
- Strasznie Cię przepraszam, ale moja zazdrość.. A z resztą co mi tam. - machnął ręką i zaczął mnie namiętnie całować.
- Ej ! - odepchnęłam go od siebie.
- No co ? - odezwał się z bul wersem.
- Pocałunek nic tu nie zdziała.
- To co mam zrobić ? - rozłożył ręce.
- Pomyśl. Wywinąłeś mi okropne świństwo, teraz postaraj się, aby to odkręcić.
- Kochanie, wiem, że źle zrobiłem, ale nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Każda chwila bez Ciebie, to cholerna pustka w moim życiu. Kurde, no po prosu Cię kocham.
- O to mi chodziło. - rzuciłam się na niego i mocno go przytuliłam.
- Tęskniłem za tym. - pocałował mnie w czoło.
- Ja też.
- Słuchaj, a co Kamil robił tu dziś ? - usiadł na łóżko.
- Wiesz, sama chciałabym wiedzieć.
- Ale nic Ci nie zrobił ?
- Prócz tego, że porwał moją ulubioną koszulkę to nie. - uśmiechnęłam się.
- Kacper oberwał, muszę chłopaka nauczyć się bronić.
- To taka chudzinka, nawet ja mogłabym mu dokopać. - zaśmiałam się.
- Stanął w Twojej obronie, nawet mu nie podziękowałem, że obronił taki diament. - pocałował mnie w czoło.
- W sumie... W sumie, to mnie nie obronił, tylko próbował mnie bronić.
- Ale nagle kto się pojawił ? Taki bandzior, wytatuowany, napakowany, szkoda, że nie łysy.
- Oj kochanie, co Ty bredzisz.
- Opowiadaj co tam się wydarzyło jak mnie nie było? - wziął mnie za rękę i splótł nasze palce.
- No co, tęsknota, ból, cierpienie, smutek..
- No przepraszam kochanie.
- Nie no okej, wszystko dobrze. - uśmiechnęłam się, ale sztucznie.
- Poczekaj, pójdę do Kacpra.
- Czekam.
Justin wyszedł, a ja siedziałam i czekałam na niego. Nagle wpadł z krzykiem.
- Musimy jechać do szpitala z Kacprem, ciągle krwawi z łuku brwiowego, ma strasznie duże rozcięcie. Trzeba to zszyć. Chodź.
Wszyscy wyszliśmy z domu, ja wychodząc ostatnia zamknęłam dom na klucz. Gdy dojechaliśmy do szpitala Kacper został zaraz zabrany na oddział. Niestety nas tam nie wpuścili. Wraz z Justinem usiedliśmy na krzesłach w poczekalni i czekaliśmy. Do oczu zaczęły napływać mi łzy. Miałam dosyć tego wszystkiego, a to wszystko przez Kamila. Otarłam łzy, nie chciałam, aby Justin zobaczył. Ciągle czekaliśmy, kiedy z jednej sali wyszedł Kamil. Miałam go dosyć, miałam ochotę rzucić się na niego z pięściami, wykrzyczeć mu, co o nim myślę. Ale tylko popatrzył na nas i odszedł. Chciałam go widzieć już ostatni raz. Oparłam się o ramię Justina, milczącego Justina.
- Justin, kochanie jesteś tu obecny? - zapytałam.
- Oczywiście, tylko się zamyśliłem.
- A o czym? - uniosłam wzrok i spojrzałam na niego.
- O naszej przyszłości.
- Ooo. Planujesz ją?
- Tak, ktoś musi.
- Kocham Cię. - pocałowałam go.
- Ja Ciebie też. - odwzajemnił pocałunek.
Z sali wyszedł Kacper, cały zaklejony.
- Oj braciszku, coś Ty narobił. - uśmiechnęłam się.
- To przez Ciebie. - wyszczerzył zęby.
- Tak, tak, zwal winę na mnie. - zaśmiałam się.
- Wracamy do domy, chodźcie.
Wróciliśmy do domu zmęczeni. Czekali na nas rodzice, musieliśmy im wytłumaczyć co się stało. Wraz z Justinem poszliśmy na górę do mojego pokoju. Usiedliśmy na łóżko.
- To.. To kiedy wyjeżdżasz w trasę? - przerwałam ciszę.
- Jutro.. Kurde. - przeczesał włosy swoją ręką.
- Co?
- Spieprzyłem, nie miałem nawet jak z tobą pobyć. - spojrzał na mnie.
- Wiesz.. - zająknęłam się.
- Nie, nic nie mów.
- Skoro tak chcesz. - wzruszyłam ramionami.
Położyliśmy się na łóżku, oboje przeżyliśmy męczący dzień.
- Majka ! - po chwili usłyszałam głos mamy z dołu.
- Co znowu? - krzyknęłam.
- Chodź, zejdź.
- Zaraz wracam. - zwlekłam się z łóżka.
Poszłam na dół, ale to co zobaczyłam na dole to mnie zszokowało. Kamil z bukietem róż.
- Nie, nie to jakiś żart. - pokręciłam głową.
- To ja was zostawię, pójdę do sklepu. - oznajmiła mama.
- Majeczko, przepraszam. - podszedł do mnie.
- Nie dotykaj mnie ! - krzyknęłam.
- To wszystko przez to, że się w tobie zakochałem.
- Nie chcę tego słuchać. Wyjdź ! - wtedy słyszałam kroki schodzące z góry.
- Posłuchaj mnie. - błagał mnie.
- Lepiej wyjdź, zanim Justin tu przyjdzie.
- Co tu się dzieje? - odwróciłam się, na szczęście był to Kacper.
- Mało co ci obitej mordy?
- Właśnie dlatego nie chcę z tobą rozmawiać. - pokazałam mu palcem drzwi.
- Ten laluś też tu jest? - rozglądnął się w okół.
- Co cię to obchodzi? - zaczęłam machać rękoma.
- Panie Bieber, właśnie dymam pańską laskę ! - zaczął się drzeć.
No i wtedy się zaczęło, powtórka. Z góry zszedł Justin. Jego mina, ouh nie da się jej opisać.
- Już cie tu nie ma. - z góry oznajmił Justin.
- Ale ciągle tu jestem.
- Lepiej cwaniaczku idź. - Justin objął mnie ramieniem.
- To co powtórka? Zobaczymy, czy teraz będziesz miał taką śliczną buźkę.
- Wyjdź w końcu ! - krzyknęłam, miałam go dosyć.
- Robię to tylko dla ciebie mała. Pamiętaj co ci powiedziałem. Pa. - puścił mi oczko i wyszedł.
- W końcu ! - tupnęłam nogą o podłogę.
- Co on ci powiedział? - Justin spojrzał na mnie wzrokiem zazdrośnika.
- Że się we mnie zakochał.
- Zabije sukinsyna. - wyszedł.
- Kacper zrób coś !
Sama wybiegałam za Justinem. Chyba tylko ja mogłam go powstrzymać.
- Justin ! - zaczęłam krzyczeć, aby stanął.
- Zabije go.
- Zostaw go.
Dogoniłam go, złapałam za rękę.
- Zostaw go, nie warto. Ja do niego nic nie czuję, nienawidzę go, więc go nie zaczepiaj. Przejdzie mu. Patrzyłam na niego błaganym wzrokiem.
- Proszę. - wszeptałam.
Nic nie powiedział, tylko mnie mocno przytulił.
- Obiecaj, że jak mnie tu nie będzie, nie będziesz się z nim widywać.
- Nie mam takiego zamiaru, chodźmy.
Wróciliśmy do domu, było już dość późno.
- Może już pójdę. - powiedział, wychodząc już z pokoju.
- Zostań na noc, proszę.
- Mogę? - zapytał, ale po chwili zaczął się śmiać.
- Chodź wariacie. - poklepałam miejsce obok siebie.
_________________
Przepraszam, za tą bardzo długą przerwę.
10 komentarzy - następny rozdział.
śwwietny jak zawsze :3
OdpowiedzUsuńJejciu już się nie mogę doczekać nexta <3
OdpowiedzUsuńKocham, blog ever <3
OdpowiedzUsuńNo w końcu ! Te 5 minut czytania daje tyle szczęścia......Haha <3 Czekam na nexta
OdpowiedzUsuńczytałam już 3 razy i czytam dalej ten rozdział. boski ;]
OdpowiedzUsuńKocham,<3
OdpowiedzUsuńZnalazłam wczoraj, dzisiaj przeczytałam cały. Boshe... cudo! <3
OdpowiedzUsuńJus zazdrośnik ^^ ale jaki kochany, ideał ≤3 :D
Kamil, trza go zlikwidować. Oj taak.
Ja mu nie odpuszcze, zabije! ;D
Koncze moją głupotę. :*
Czekam na kolejny rozdział <3!
rewelacja<3!
OdpowiedzUsuńNajlepszy. <3
OdpowiedzUsuńomb !!! jest świetny !!
OdpowiedzUsuńJustin słodziak i bohater ;p
OdpowiedzUsuń